czwartek, 1 listopada 2012

Ochrona konwojów

W okresie globalizacji o bezpieczeństwie państwa decyduje przede wszystkim bezpieczeństwo ekonomiczne, a o dobrobycie społeczeństwa, po pierwsze, dostęp do surowców strategicznych, a po drugie, bezpieczeństwo i swoboda przepływu towarów.

W chwili obecnej największym zagrożeniem dla morskich linii komunikacyjnych są działania pirackie, głównie w Zatoce Adeńskiej i na okolicznych obszarach Morza Arabskiego, w Zatoce Gwinejskiej i w okolicach Cieśniny Malakka. Siły NATO i UE skupiają się na, kluczowych dla transportu ropy i gazu z Zatoki Perskiej oraz towarów produkowanych na Dalekim Wschodzie, obszarach u wybrzeży Somalii oraz na Morzu Śródziemnym. O ile PMW uczestniczy w tych drugich działaniach, to jest największym krajem morskim UE i NATO, który nie skierował żadnych okrętów do działań u wybrzeży Somalii [1,2,3,4,5,6] i to jedynym nieuczestniczącym, które ma dostęp do morza i ponad 5 mln mieszkańców. Udział w misji antypirackiej nie wymaga to okrętów drogich w zakupie czy utrzymaniu – wystarczą duże patrolowce, byle z hangarem i lądowiskiem dla 5t [1,2] śmigłowca. Zaangażowanie w działania w Rogu Afryki powinno być pierwszym etapem realizacji strategii obronności.

Koreański Lynx, taki jak używany w misjach antypirackich, foto. wikipedia.
Na przeciwnym biegunie potencjalnych zagrożeń, tak jeśli chodzi o prawdopodobieństwo jak i o niezbędną polityczną determinację, znajduje się wprowadzenie blokady morskiej. Należy zwrócić uwagę, że:
  • Jeden statek bardzo często przewozi towary do wielu krajów i po drodze wpływa do wielu portów. W związku z tym, blokada musiałaby być realizowana stosunkowo blisko polskiego wybrzeża, czyli w zasięgu lotnictwa i rakiet NDR, gdzie skuteczne mogłyby być w zasadzie tylko okręty podwodne (w tym postawione przez nie miny) i samoloty (krótkotrwale tam obecne).
  • Polska nie jest wyspą, ma bardzo rozbudowane połączenia drogowe, kolejowe. Choć transport morski jest najtańszy, aby blokada Polski była skuteczna musiałoby w nią zaangażować się większość sąsiadów RP.
  • 1 cysterna kolejowa przewiezie 57.5 t ropy naftowej, a jedna lokomotywa może ciągnąć do 39 cystern. Oznacza to że jednym pociągiem można przewieźć około 2.2 tys. t ropy. A to oznacza że Polska potrzebuje mniej niż trzy pociągi dziennie do zaspokojenia swoich potrzeb. Choć oczywiście transport kolejowy jest droższy od ropociągów, oznacza to, że w przypadku odcięcia dostaw ze wschodu oraz blokady (bądź zniszczenia) Naftoportu, Polska ma techniczne możliwości zapewnienia dostaw.
  • Polska zużywa rocznie 13 mld m3 gazu, produkując ponad 5 mld m3. Rozbudowywane gazociągi transgraniczne w najbliższym czasie pozwolą na import do 4.5 mld m3 z Niemiec oraz 0.5 mld m3 z Czech. Dodając do w/w możliwość transportu kolejowego, nawet przy zniszczeniu czy zablokowaniu budowanego Gazoportu, pokrycie krajowego zapotrzebowania jest technicznie możliwe. Choć pytanie, czy wobec zaangażowania rosyjskich państwowych spółek w rynek gazu w otoczeniu Polski będzie miał kto sprzedawać.
  • Wprowadzenie embarga przez jedno Państwo przeciw innemu, jest w myśl prawa międzynarodowego, równoznaczne wypowiedzeniu wojny. Oczywiście, jeśli agresor ograniczy się tylko do takich środków, pytanie czy Polscy decydenci będą chcieli konflikt eskalować. Ale świadomy prawa międzynarodowego agresor mało prawdopodobne by się na to zdecydował (poza sytuacją oczywistej wojny) - biorąc przykład z ostatnich wydarzeń, Rosja w czasie wojny w Południowej Osetii nie zdecydowała się na wprowadzenie blokady, choć wyeliminowała gruzińską MW.
  • Rozładunek pomocy humanitarnej z USS McFaul w Gruzji w czasie wojny o Płd. Osetię
  • Dużo lepsze efekty od blokady morskiej można uzyskać stosując np. zmasowaną serię ataków terrorystycznych (w przypadku chęci ukrycia agresora) lub ataki rakietowe na lądową infrastrukturę związaną z transportem strategicznych surowców (ropociągi, gazociągi, rafinerie, ale też i porty itp.). Dlatego ważniejszą od zdolności ochrony konwojów jest zdolność obrony przeciwlotniczej i przeciwrakietowej.
Pośrednią sytuacją między w/w jest możliwość zatrzymania statku handlowego pod pretekstem związanym z prawem wizyty. Choć za nieuzasadnione zatrzymanie można domagać się pokrycia strat, realnego opóźnienia nikt nie zmieni. Trudno mi jednak wyobrazić sobie sytuację, gdzie kilkudniowe opóźnienie w transporcie może coś zmienić, szczególnie wobec rozbudowywania magazynów ropy i gazu.

Ważnym dla przeciwnika towarem, którego import z pewnością chciałby zablokować, jest uzbrojenie. Należy tu jednak zauważyć, że spoza Europy, Polska importuje jedynie samoloty, ich uzbrojenie oraz części zamienne. Całość tego wyposażenie może bez problemów dotrzeć do Polski bezpieczniejszą od morskiej drogą powietrzną.

Nie zmienia to jednak faktu, że MW powinna dysponować zdolnością osłony statków przewożących towary o szczególnej wartości, szczególnie gdy koszt takiej osłony byłby niższy niż konieczna dopłata do ubezpieczenia i koniecznie na trasie od cieśnin duńskich do polskich portów. I chyba tylko tego, obok długotrwałej walki z piratami, należy od PMW oczekiwać. Ale pisanie w najważniejszych państwowych strategiach, iż obrona i utrzymanie linii komunikacji morskiej w celu uniemożliwienia blokady kraju od strony morza jest najważniejszym zadaniem PMW, to jednak przesada. Natomiast ważne jest dysponowanie zdolnością do osłony konwojów przed atakiem rakietowym i podwodnym w ramach kontroli morza terytorialnego i zapewnienia swobody żeglugi do polskich portów, czyli w najbliższym otoczeniu polskiego wybrzeża, co najwyżej do Cieśnin Duńskich.

poniedziałek, 1 października 2012

MW a zatargi na Bałtyku

Świat nie jest czarno-biały. Nie jest tak że możliwe są tylko 2 scenariusze: całkowity pokój lub klasyczna wojna, w której celem atakującego jest pełne przejęcie kontroli nad terytorium przeciwnika. Jest też wiele sytuacji pośrednich obejmujących ograniczone działa na lądzie, w powietrzu (np. Kosowo, Libia czy konflikt Grecko-Turecki) czy na morzu (np. na Morzu Południowochińskim).

Bałtyk jest morzem, gdzie od drugiej wojny światowej nie doszło do wymiany ognia. Nie oznacza to jednak, że nie ma tu konfliktów interesów, a 2 z nich dotyczą Polski, i co może zaskakujące, jej zachodnich sąsiadów. A zadaniem PMW jest zapewnienie polskiej suwerenności i ochrony granicy oraz WSE. Do tego zadania obecność okrętów na akwenie jest kluczowa.

Zatoka Pomorska

Pierwszy z zatargów dotyczy przebiegu toru podejściowego do zespołu portów Szczecin-Świnoujście, a konkretnie traktowania go przez Niemcy, pomimo ustaleń z przełomu lat 80-tych i 90-tych jako części niemieckiego morza terytorialnego. Jedną z tego konsekwencji było przeprowadzenie na obszarze, przez który przebiega tor, ćwiczeń niemieckiej MW, utrudniających żeglugę do polskich portów [więcej]. Przeciwdziałanie takiemu działaniu metodą faktów dokonanych to zdecydowanie zadanie dla okrętów PMW.


Na powyższej mapie kolorem białym zaznaczyłem granicę polskiej wyłącznej strefy ekonomicznej, kolorem niebieskim - granice mórz terytorialnych wg umowy z 1989 roku, na czerwono - tor podejściowy do Świnoujścia, a na żółto - obszar niemieckiego rezerwatu przyrody Zatoka Pomorska. Zielone okręgi oznaczają zasięg radarów brzegowych.

Wokół Bornholmu

Drugi obszar sporny na Bałtyku dotyczy granicy polskiej wyłącznej strefy ekonomicznej w okolicach Bornholmu i braku zgody co do przebiegu jego granicy z Danią. Tu na szczęście jeszcze nie doszło do użycia MW przez żadne z krajów, ale nie można tego w przyszłości wykluczyć


Okręty dyżurne

Dlatego PMW powinna utrzymywać w Świnoujście zawsze jeden okręt dyżurny w gotowości. Nie musi być to okręt silnie uzbrojony ofensywnie (raczej nie będziemy starali się konfliktu eskalować, w pełni wystarczy działo średniego kalibru i armatki wodne) ale zdolny do skutecznej samoobrony (system przeciwrakietowy) i na tyle szybki i zwrotny by nie dać się zablokować w manewrach przez okręty przeciwnika. Należy tu zaznaczyć, że obecnie najszybsze niemieckie okręty osiągają ok. 40 w., ale po 2021 roku i wycofaniu ostatnich szybkich okrętów rakietowych spadnie do około 30 w.

Ze względu na odległość ponad 200 km ze Świnoujścia do wschodniego krańca spornej części strefy ekonomicznej z Danią, przydatne będzie również użycie dyżurnego śmigłowca bojowego dla szybkiego pojawienia się na spornym obszarze, zaznaczenia obecności i udokumentowania wydarzeń.

Drugi okręt dyżurny, ze względu na głębokości dodatkowo wyposażony w zdolność wykrycia okrętu podwodnego powinien stacjonować we wschodniej części wybrzeża, gotowy do obrony polskich interesów w przypadku ich zagrożenia ze strony Rosji, potencjalnie najniebezpieczniejszego polskiego sąsiada. Wyposażenie go w system umożliwiający zapewnienie obrony przeciwbalistycznej wydaje się w tej chwili zbyt kosztowne, wobec innych zadań SZ RP i aktualnego stanu gotowości SZ RP do realizacji tych zadań.

Choć skoro Brytyjczyków nie stać na 2 to czy stać Polskę ?

piątek, 7 września 2012

Nowa taktyka WL

W Kwartalniku Bellona nr 2 z 2012 roku pojawił się krótki, ale bardzo ciekawy artykuł, autorstwa gen. bryg. rez. Włodzimierza Michalskiego, pod niepozornym tytułem "Doświadczenia Wojsk Lądowych" (s. 103). Dlaczego artykuł zrobił na mnie takie wrażenie?
  1. Z artykułu dowiedziałem się, że Wojska Lądowe, w związku z radykalnym zmniejszeniem liczby wojsk, znacznym zwiększeniem  odpowiedzialności zadaniowej komponentów oraz powolnym wprowadzania nowych elementów wyposażenia bojowego, rozpoczęły w 2011 badania w celu zweryfikowania stosowanej taktyki i jej modyfikacji. Jest to ze wszech miar słuszne działanie i po raz pierwszy znajduje jego potwierdzenie. Może kolejność działań powinna być inna (najpierw badania a potem decyzje jakie ma być wojsko, a nie odwrotnie), ale lepiej (dużo lepiej) późno niż wcale.
  2. Badania w/w ukierunkowano m.in. na działania słabszego przeciwko silniejszym oraz na wykorzystywanie terenu i rozmieszczonej na nim infrastruktury, czyli na obronę kraju. Wiadomość ta mnie bardzo cieszy, gdyż z publicystyki wojskowej ostatnich lat można było odnieść wrażenie, że wszystkie badania i rozwój wojska ukierunkowany jest na misje. W połączeniu z punktem 1 cieszy mnie szczególnie fakt, iż dostrzeżono potrzebę stworzenia własnej taktyki, dostosowanej do potrzeb polskiej sytuacji geostrategicznej. Walkę z silniejszym przeciwnikiem oparto na trudnowykrywalnej sieci rozpoznania oraz selektywnemu niszczeniu wrogich elementów rozpoznania, dowodzenia, osłony przeciwlotniczej oraz dostarczania amunicji i paliwa.
  3. Badania nad stosowaną taktyką dotyczyły sposobów rozstrzygania starć wojsk prowadzonych przez inne armie oraz doświadczeń zdobywanych podczas misji grup zadaniowych i obejmowały analizę incydentów zaistniałych podczas działań w Czeczenii, Afganistanie i Iraku oraz w wojnach prowadzonych przez Izrael. Co oznacza, że prowadząc badania wyszliśmy poza spuściznę zimnej wojny.
  4. W toku badań stwierdzono m.in., że radykalnie zmniejszenie liczby wojsk i wydzielenie im dużych obszarów odpowiedzialności bojowej nie jest błędem, lecz wymusza pożądane na współczesnym polu walki rozproszenie. Miejmy więc nadzieję, że w niedługim czasie z artykułów znikną marzenia o milionowej armii [s. 119 i nast]. Koncepcję tę potwierdziły doświadczenia z walk na Ukrainie, gdzie obszary koncentracji Ukraińskiej armii były masakrowane ostrzałem artyleryjskim.
  5. Jednym z podstawowych efektów badań jest przydzielenie jednej brygadzie, a w zasadzie na czas rozpoznania i osłony rozwinięcia jednemu jej batalionowi wspartego 2 kompaniami rozpoznawczymi (tzw. zintegrowana grupa bojowa), pasa o szerokości 60-80 km i głębokości do 60 km. To kolosalny postęp (i dopasowanie zadań do sił zbrojnych w dyspozycji) wobec jeszcze nie dawno prezentowanych 5 km na batalion. Zauważcie proszę, że obronę terytorium Polski na jednym kierunku operacyjnym może zapewnić już 8 brygad. A to jest liczba realna.
  6. Wypracowana taktyka została sprawdzona na poligonie w Toruniu w 2011 roku, wdrożona do działania w jednym pułku rozpoznawczym i jest przekazywana na wykładach w AON. W odróżnieniu od wielu koncepcji, które zostały na papierze.
  7. Wypracowana idea jest zgodna z przedstawianymi przeze mnie w tym blogu [1,2] pracami S. Biddle'a na temat modeli matematycznych współczesnych konfliktów zbrojnych: na dużej przestrzeni rzadkie, rozproszone, ukryte pododdziały identyfikują kierunek działania przeciwnika i utrudniają jego postęp, by mógł zebrać w odpowiednim miejscu siły gotowe go powstrzymać. Miło dowiedzieć się, że znalazło się teorię sprawdzającą się w praktyce.
Odnośnie szczegółów - odsyłam do artykułu. A poniżej, dla zachęty, rysunek schematu działania w nowej taktyce:
Działania sił operujących w strefach rozpoznania i osłony strategicznej - źródło: Kwartalnik Bellona 2/2012
Legenda nie wyjaśnia kilku skrótów opisanych w tekście: BW - baza wypadowa, WBO - wysunięta baza operacyjna, JAAT - Joint Air Attack Team.

Oczywiście do pełnego wdrożenia jej w Wojskach Lądowych jeszcze daleko, konieczne będzie choćby:
  • większe usamodzielnienie działania pododdziałów, nawet plutonów manewrowych;
  • rozwijanie zdolności: ograniczenia wykrywalności, obserwacji, wskazywania celów, wymiany danych, precyzyjnego i selektywnego rażenia czy ograniczania pola manewru;
  • rozważenie zmian organizacyjnych integrujących na stałe strukturę docelową, zgodnie z koncepcją by struktury pokojowe wojsk były tożsame z tymi na czas zagrożenia;
ale na pewno jest droga we właściwym kierunku. Tak trzymać!

PS. W ćwiczeniach dowódczo-sztabowych w 2013 roku na 4 brygadową dywizję (z 1 brygadą w odwodzie) przyjęto 130 km (co jest krokiem wstecz :( ). I wciąż problemem są jednolite bataliony.

środa, 22 sierpnia 2012

Rozmieszczenie brzegowych punktów obserwacyjnych

Do zadań MW należy m.in.:
  • wczesne wykrycie zagrożenia od strony morza,
  • zapewnienie suwerenności RP, czyli m.in. zapewnienie na obszarze morza terytorialnego przestrzegania międzynarodowego i polskiego prawa oraz upewniania się, że okręty innych bander przepływają w sposób nieszkodliwy, np. nie prowadząc ćwiczeń
Aby te zadania realizować MW powinna dysponować świadomością sytuacji morskiej w jak największym obszarze, ale co najmniej na obszarze morza terytorialnego.

Najlepsze czujniki optyczne w bardzo dobrej widoczności pozwolą rozpoznać szybką łódź (np. CB90) z 15 km a fregatę z 35 km. Radary umieszczane na 35 m wieżach pozwolą wykryć małe cele (wysokość środka SPO 1 m lub mniej) z ponad 27 km. Należy pamiętać że horyzont radiolokacyjny jest dalszy niż optyczny przy montażu punktu obserwacji na tej samej wysokości. W wielu miejscach wybrzeża zasięg będzie jednak większy - ze względu na wzniesienie. Moc radaru i wielkość można dobrać dla każdego punktu tak, by wykorzystać pełnię horyzontu radiolokacyjnego.

Granica morza terytorialnego znajduje się w odległości 22.2 km (12 mil morskich) od brzegu. Nie ma więc szans by same punkty brzegowe pozwoliły ją kontrolować optycznie. W tej sytuacji należy kontrolować obszar morza przy pomocy radarów i odbiorników AIS, a podejrzane obiekty (np. wpływające z zewnątrz na morze terytorialne, z nie włączonym AIS lub podającym wątpliwe wartości (np. 2 takie same obiekty)) kontrolować wizualnie przy pomocy jednostek pływających bądź latających. Taka weryfikacja powinna też okresowo dotyczyć wszystkich jednostek (np. udając się by zweryfikować podejrzany obiekt można by potwierdzać pozostałe po drodze). W ramach możliwości finansowych warto oczywiście wierze z radarami wyposażać w systemy optoelektroniczne, by podejrzane jednostki musiały płynąć daleko od nich tym samym potwierdzając, że są podejrzane.

Dobierając lokalizację należy pamiętać o współczynniku wzajemnego położenia - by jego wartość była równa co najmniej 0.65.


Powyższa mapa przedstawia na zielono następujące lokalizacje radarów czasu P:
  • Międzyzdroje (Kikut) - tożsama z obecnym brzegowym punktem obserwacyjnym,
  • Niechorze - jw.,
  • Kołobrzeg - jw.,
  • Łazy - jw.,
  • Jarosławiec - jw.,
  • Czołpino - jw.,
  • Kołobrzeg - jw.,
  • Stilo - na dachu obecnej latarni morskiej,
  • Rozewie - na dachu obecnej latarni morskiej,
  • Krynica Morska - na dachu obecnej latarni morskiej,
  • Rozewie - na dachu obecnej latarni morskiej,
  • Góra Donas w Gdynii-Chwarznie,
  • Platforma Petrobaltic,
  • Baltic Beta - radar Systemu Nadzoru i Monitorowania Bezpieczeństwa Ruchu Morskiego.
Z powyższego wynika, że ilość punktów obserwacyjnych w czasie P mogłaby zostać zredukowana z 22 (20 pracujących) do 13. Kolorem czerwonym przedstawiono zaś lokalizację czasu W radarów CRM-203, przy założonym zasięgu ograniczonym mocą radaru LPI do 20 Mm (dla małych okrętów, długości 30 m). W czasie W wystarczyłoby 10 radarów, mobilnych, np. na typowych wozach rozpoznawczych SZ, zasięg obserwacji od brzegu zmniejszyłby się, ale i tak pokryłby całe morze terytorialne.

piątek, 20 lipca 2012

Streszczenie - Stephen Biddle "Military Power: Explaining Victory and Defeat in Modern Battle"

Proporcje sił w konflikcie klasycznym

Natrafiłem na tę książkę gdy poszukiwałem informacji na temat proporcji sił niezbędnych dla obrońcy by powstrzymać agresora. Słyszałem o proporcji 3:1, ale nie byłem pewien czy jest ona wystarczająca do obrony czy do ataku, nie wiedziałem czy jest mądrością ludową czy może powstała lub chociaż została zweryfikowana naukowo, czy dotyczy sytuacji taktycznych, czy teatru działań, a w końcu pobieżna analiza konfliktów zbrojnych ostatnich 50 lat i II Wojny Światowej wskazywała mi, że zwycięzca, na poziomie teatru działań, prawie nigdy takiej przewagi nie posiadał.

Z recenzji jakie przeczytałem wynikało, że to najnowsza, kompleksowa i bardzo pozytywnie oceniana przez ekspertów i szerokie kręgi odbiorców pozycja.

Przede wszystkim dowiedziałem się, że temat który książka porusza jest zasadniczym elementem nauki o politycznych stosunkach międzynarodowych[s.2]. Politycy oczekują od doradców odpowiedzi na pytania: czy pokonamy przeciwnika, w co należy więcej inwestować by go pokonać: w ilość czy jakość, obronę czy atak, technologię czy szkolenie. Ale do podjęcia rozsądnych decyzji potrzebują klarownych zależności, a tych dotychczas brakowało[s. 19].

Oczywistym jest że o wyniku bitwy, operacji czy wojny decydują nie tylko czynniki materialne (ilościowe i jakościowe) ale również niematerialne. To podobno pierwsza książka, gdzie zostało opisane jak oba w/w rodzaje czynników wpływają na wynik starcia[s. ix]. Jej analiza dotyczy średnio i bardzo intensywnych konfliktów lądowych (w tym w konfliktach o małej proporcji sił do terenu, poniżej dywizji na 30 km), a trzema głównymi kryteriami osiągnięcia sukcesu są [s.6]:
  • zniszczenie wrogich wojsk przy jak najmniejszych własnych stratach
  • zajęcie i utrzymanie terytorium
  • czas niezbędny do realizacji
Książka opisuje teorię wyjaśniającą w/w czynniki konfliktu i interakcje między nimi. Autor skupił się na konfliktach "klasycznych" jako najkosztowniejszych oraz ponieważ są one głównym celem istnienia sił zbrojnych. Konflikty takie wcale nie przestały istnieć. Politycznie, bo choć dzisiejsze wojny nie są prowadzone by zajmować terytoria, są prowadzone by zmieniać władzę. Historycznie, bo np. pierwszy okres wojny w Afganistanie (do marca 2002, włącznie z Operacją Anakonda), czyli gdy Sojusz Północny bił się z talibami też jest takiego rodzaju konfliktem.

Nowoczesne użycie siły

Zdaniem autora, od 1900 roku ten sam czynnik decyduje o wyniku. Jest nim sposób użycia siły (pozostałe, ważne, ale o mniejszym znaczeniu to przewaga ilościowa i technologiczna). W związku z rosnącą śmiertelnością broni konieczne wtedy stało się zmniejszenie ekspozycji własnych sił na ogień przeciwnika, poprzez:
  • na poziomie taktycznym:
    • ukrycie,
    • osłonę (np. terenową),
    • rozproszenie, 
    • samodzielne manewry małych jednostek (w tym utrzymanie szyku i atak bezpośrednio z marszu do 20 km [s. 141]), 
    • przygniatający chwilowy ogień (nie musi ograniczać zdolności manewru przeciwnika, musi ograniczać znacząco możliwość prowadzenia ognia, podobno wymaga 10 razy mniej pocisków artyleryjskich niż ogień niszczący [s.37]), 
    • integracja rodzajów wojsk, 
    a w obronie dodatkowo:
    • ruchliwość, 
    • możliwość prowadzenia krzyżowego ognia [s.44], 
    • zdolność do kontrataku [s. 105], 
    • rozpoznanie ataku [s.138];
  • na poziomie operacyjnym:
    • miejscową koncentrację (ale nie można z nią przesadzić, by nie ograniczyć zdolności manewru połączonych jednostek [s.121]),
    • głębokość przygotowanej obrony (nawet o małej gęstości obrońców, gdyż nawet mała grupa obrońców przy śmiertelności obecnych broni, mając krzyżowe pole ostrzału, znacząco opóźnia przeciwnika, a czym dalej jest on od linii startu tym bardziej działa niezgodnie z planem - to opóźnianie by przygotować kontratak jest kluczem do obrony na poziomie operacyjnym [s. 60]), 
    • wielkość rezerwy, 
    • zdolność do kontrataku [s. 46-8],
    • zaskoczenie i podstęp [s. 64].
Zrealizowanie nowoczesnej obrony oznacza na poziomie operacyjnym dużo głębię działania (70-120 km na dywizję, 150 km na teatrze działań) i min. 40% udział rezerwy. Na poziomie taktycznym wymaga zakamuflowanych (w tym przed rozpoznaniem powietrznym) i dobrze atakiem powierzchniowym miejsc obrony (choć chyba można by też użyć rozproszenia utrudniającego znalezienie jednostek z powietrza), nieregularnie rozmieszczonych, z przeszkodami (rowy, nasypy, ukryte pola minowe, etc.) z ich osłoną przed działaniem saperów. [s. 137] Ukrycie, osłona, rozproszenie będą wymagały opuszczania dróg i do tego musi być przygotowany sprzęt. W obronie należy nie walczyć do upadłego o swoją pozycję, ale walczyć wystarczająco długo by chwilowo zatrzymać przeciwnika, skierować na niego ogień i wycofać się.[s.45]

Kto wcieli w życie w/w zasady nowoczesnej sztuki wojennej (ang. modern warfare) zminimalizuje szansę zostania pokonanym, nawet przez nowoczesne środki bojowe. Komu się to nie uda - zostanie rozbity w puch.

Dlaczego tak trudno ją wdrożyć

Realizacja w/w zasad nie jest łatwa i wymaga bolesnych decyzji politycznych i społecznych [s. 3]. Do politycznych należy przede wszystkim gotowość do oddania terenu by odzyskać go w kontrataku, szczególnie że armia przygotowująca się do kontrataku musi mieć doktrynę ofensywną (co również jest politycznie niepoprawne, tak polityce wewnętrznej, jak i w stosunkach międzynarodowych). Samodzielne manewry małych jednostek i połączone rodzaje wojsk na poziomie taktycznym wymagają bardzo wysokiej inicjatywy od oficerów niższych szczebli, co może prowadzić do wojskowych puczy (lub przynajmniej wpływu wojska na politykę). Może być również nieakceptowalne ze względu na konflikty narodowościowe, rasowe czy religijne wśród żołnierzy.

Ale przede wszystkim zastosowanie w/w wymaga długiego szkolenia. Żołnierze muszą być silnie umotywowani osobiście, bo rozproszonych nie wzmocni poczucie grupy. Oficerowie muszą skoordynować działania różnych rodzajów wojsk. Artyleria musi bardzo szybko uruchamiać i przerywać ogień, kierujący ogniem muszą go właściwie naprowadzać. Małe pododdziały muszą umieć używać terenu. A wszystko to musi razem działać pomimo niespodzianek przyszykowanych przez przeciwnika.[s. 38]. W obronie ze względu na głębokość i rezerwy pierwsza linia jest słaba, narażona na izolację, co wpływa bardzo źle na morale, a wykonanie manewru oderwania w trakcie walki jest jednym z trudniejszych (gdyż w nowoczesnej wojnie najniebezpieczniejsze jest wyjście z ukrycia). Ze względu na kontratak konieczne jest bardzo szybkie i sprawne planowanie i jego logistyczne przygotowanie. [s.48]. Aby wyszkolić żołnierzy w nowoczesnej sztuce wojennej wymagany jest czas - dużo czasu. A jego nie oferuje krótkie szkolenie poborowych (zauważmy, że w Izraelu szkolenie poborowych trwa 3 lata). Konieczne jest promowanie najlepszych - o promocji nie może decydować poparcie polityczne czy zgodność z poglądami przełożonych, a biegłość w sztuce wojennej, samodzielność (która często występuje wraz z konfliktowością). Na końcu pojawia się jeszcze problem środków finansowych - wydanych na szkolenie nie widać tak dobrze jak na nowy sprzęt, nie dają one również pracy wyborcom.[s.50] I wcale nie jest łatwo sprawdzić w czasie P czy udało się osiągnąć właściwy poziom wyszkolenia.

Siły powietrzne

Bardzo ważnym obszarem jest osłona przed obserwacją i atakiem z powietrza. Ekspozycję na rozpoznanie powietrzne ograniczają:
  • Warunki meteorologiczne. Mgła ogranicza rozpoznanie w podczerwieni i zasięg laserów, deszcz zmniejsza skuteczność radarów milimetrowych. W Europie można się spodziewać ograniczenia przez nie skuteczności wykrycia o 80-100% przez 40% czasu (np. w Kosowie przez 70% wojny ponad połowa terenu operacji pokryta była chmurami). 
  • Budynki i lasy uniemożliwiają wykrycie obiektów z większej odległości współczesnymi środkami technicznymi, w tych miejscach pozostają do użycia jednostki specjalne i niewymagające obsługi czujniki naziemne - chyba autor się myli uważając je za zbyt drogie do zastosowania w bliskiej przyszłości. [s. 55] Polska jest pokryta lasami w 30%, a tereny zurbanizowane stanowią ponad 3%.
  • Jak dobrze się kamuflować przed atakiem powietrznym pokazała Serbia, nie źle też spisała się w tej dziedzinie Al Qaida. Dobrze zakamuflowane obiekty są wykrywane dopiero w chwili strzału.
  • Obserwacja powietrzna rzadko dostępna jest ciągle, na ogół tylko chwilowo. Nawet w Iraku w 1991 roku irackie siły były w stanie przegrupowywać się bez większych strat, pomimo szczególnie niepodatnego na ukrycie terenu i warunków meteo oraz całkowitej supremacji powietrznej koalicji.
Choć dziś ukrycie przed wykryciem z powietrza wymaga większego wysiłku niż 100 lat temu nadal jest możliwe. Szczególnie dotyczy to wielkości obszaru na którym trzeba stosować ukrywanie - kiedyś było to kilka km od linii frontu, dziś jest to właściwie całe terytorium kraju. W efekcie supremacja powietrzna bezwzględnie zwiększa szansę na powodzenie operacji, ale wymaga dużo czasu (np. Serbia 20-30% w 78 dni przy jednych z najlepszych siłach powietrznych wykonujących ataki, Irackie dywizje gwardii republikańskiej w 1991 r.) [s. 68, 264, 142] To na co siły powietrzne mają szczególny wpływ to infrastruktura i system dowodzenia - na ich zniszczenie związki taktyczne muszą być odporne, co oznacza dużą samodzielność decyzyjną i w zakresie inżynieryjnym, szczególnie że wsparcie inżynieryjne niezbędne jest również do szybkiego ukrycia i wzmocnienia ochrony (rowy, zadymianie, okopywanie, budowle polowe, maskowanie, etc.) [137-8] Fakt, że wykorzystanie sił powietrznych wymaga dużo czasu potwierdzają ostatnie operacje w Libii, czy doktryna wojny powietrzno-morskiej [PZ 43/2011, s. 49]. Ale w stosunkowo krótkim czasie Siły Powietrzne są w stanie znaczącą zmniejszyć zdolność dowodzenia siłami lądowymi, jak w Iraku.


Model matematyczny

Zdaniem autora w przypadku konfliktu między krajami stosującymi nowoczesną sztukę wojenną będzie on potencjalnie długotrwały, rezerwy obrońcy będą przemieszczały się z niewysoką prędkością (ze względu na działanie lotnictwa będą zmuszone do przemieszczania się w małych grupach, przez małe drogi na terenach zalesionych lub zurbanizowanych, wykorzystując złą pogodę), technologia sprzętu będzie miała małe znaczenie, a przewaga ilościowa nie będzie miała wpływu do poziomu 2:1 na poziomie teatru działań. Nawet niezrealizowanie jednego z zadań służących redukcji ekspozycji lub odpowiedniej wielkości rezerw powoduje porażkę obrońcy. [s. 73-6].

Autor w książce opisał pełny, choć jak sam przyznaje uproszczony, model matematyczny opisujący jego teorię. Jego celem jest raczej zilustrowanie powiązań niż podanie dokładnych danych. Model jest na tyle prosty, że przeniosłem go do arkusza kalkulacyjnegoa. Stałe zostały dobrane przez autora na bazie przypuszczeń [s. 236], ale sprawdziły się w kilku badanych operacjach wojennych XX wieku. Żeby było jasne - autor nie zakłada frontu ciągłego, choć zakłada że obrońców jest wystarczająco dużo by zbierać dane o ruchach przeciwnika. Kilka zmiennych wymaga moim zdaniem komentarza:
  • Prędkość szturmu jest zmienną, która de facto opisuje taktykę atakującego - czy posuwa się do przodu ostrożnie czy szybko. W przypadku walki z nowoczesną obroną szybko oznacza z wielkimi stratami, ostrożnie zaś oznacza wolno - teoretycznie czym wolniej tym większy sukces się osiąga (militarnie), ale powoduje to wielkie komplikacje polityczne: nacisk społeczności międzynarodowej rośnie, własne społeczeństwo odnosi wrażenie, że atak w ogóle nie posuwa się do przodu i jest przeciwne kontynuacji.
  • Teoretycznie atakujący będzie próbował dokonać przełamania w pasie o szerokości wynoszącej dwukrotność zasięgu ognia obrońcy, powiększoną o 25-50% rezerwę na cofnięcie własnych wojsk ubezpieczających korytarz.[s.96] W praktyce szerokość ta jest często mniejsza (np. w czasie Pustynnej Burzy 6 km, był to pas przełamania koniecznego do zapewnienia zaopatrzenia jednostkom omijającym pierwszą linię irackiej obrony lewym hakiem). Czym mniejsza tym lepszy wynik się osiąga, ale kosztem narażenia własnej logistyki (szczególnie jeśli przełamanie zajmuje dużo czasu). Przesadzając ze zwężeniem można dojść do sytuacji gdy ze względu na brak miejsca nie będzie można użyć na raz przygotowanych do szturmu wojsk, będą musiały przychodzić falami co nie zwiększa ich możliwości wykonania szturmu (choć zwiększa możliwość wykorzystania przełamania) i kończy się porażką taką jak w operacji Goodwood (1944, 900 czołgów na obszarze o szerokości 3 km [s. 112]) czy na wzgórzach Golan w 1973 roku (900 czołgów na obszarze o szerokości 26 km).
  • Z kolei świadomy obrońca będzie starał się powiększyć maksymalnie głębokość urzutowania obrony. Autor mówi jednak że stworzenie w praktyce obrony o głębokości ponad 50 km jest niemożliwe [s. 226], choć w innym miejscu mówi o głębokości 150 km głębi obronnej wojsk sprzymierzonych w czasie Pustynnej Burzy [s. 150]. W każdym razie na pewno istnieje praktyczne ograniczenie głębokości. 
Co do wpływu pozostałych zmiennych autor prezentuje w książce wiele wykresów pokazujących zależności - czytelnikom niniejszego streszczenia proponuję zabawę parametrami Excela by samemu zrozumieć zależności.

Wpływ technologii

Autor wprowadza pojęcia systemowej (ang. systemic) i dwustronnej (ang. dyadic) teorii wpływu technologii na działania bojowe. Systemowa teoria mówi że w danej chwili przewagę ma obrona lub atak (np. czasy do 1917 r. i królowania ckm to czas defensywy, do 1973 r. królowanie czołgów i ofensywy). Miała ogromny wpływ na politykę (np. Traktat CFE, uderzenia wyprzedzające). Dwustronna dotyczy porównywania możliwości technologicznych konkretnych przeciwników (np. współczesna amerykańska koncepcja przewagi technologicznej). Próbą jej ilościowego opisu jest teoria Lanchestera. [s.15-16]

Wprowadzona zostaje również definicja luki systemowej jako różnicę między średnim rokiem wprowadzenia do służby samolotów bojowych oraz czołgów, a dla każdej z tych grup ważonych ilością egzemplarzy danego modelu [s. 24]. Jednak jak autor pokazuje, przewaga technologiczna, teorie ilościowe czy jakościowe nie dają wyjaśnienia wyników wojen, ani nawet statystycznie istotnych z wynikami wojen powiązań. Nie znaczy to że nie są istotne. Są i to bardzo, ale nie same, a wraz ze sposobem użycia siły. I choć autor skupia się na poziomie taktycznym i operacyjnym wojny, to nie chce obniżać wagi pozostałych poziomów: wielkiego strategicznego (sojuszy, zasobów, kierunków rozwoju kraju, etc.), strategii wojskowej, administracji, koordynacji wojsko-politycznej. Po prostu ich wynikiem będą ilość i techniczne możliwości danej armii [s.26-7]

Różnice technologiczne wpłynęły oczywiście bardzo na wojny. Np. zwiększenie manewrowości wojsk, choć miało minimalny wpływ na tempo przebijania się przez obronę, to bardzo zwiększyło premię za przebicie i jej głębokie wykorzystanie, zwiększając istotność głębokości obrony, nawet za cenę oddania terytorium. Pojawiła się również możliwość niszczenia infrastruktury i punktów dowodzenia przeciwnika bez przełamania (samoloty, rakiety dalekiego zasięgu), ale raczej obniżają one prędkość i jakość działania przeciwnika, niż bezpośrednio wygrywają wojny. [s. 60-2] Różnice technologiczne mają też kluczowe znaczenie dla konfliktów w powietrzu i na morzu, ze względu na brak możliwości ukrycia z wykorzystaniem terenu [s. 269].

Wpływ technologii w sposób opisany przez autora wzbudził moje największe wątpliwości. Widać, że autor chciałby łatwo kilkoma liczbami i związkami między nimi opisać zależności między technologiami używanymi przez całe armie. Choć ma rację, że od samej technologii ważniejsze jest właściwe jej użycie, nie ma wątpliwości, że może ją właściwie użyć tylko ta strona, która nią dysponuje. Odnosząc się do przykładów w książce - niezwykle rozbudowana wiedza amerykanów o położeniu wojsk irackich w 1991 r. (szacowana przez autora na 90%) nie byłaby możliwa 50 lat wcześniej, niezależnie od stopnia realizacji nowoczesnej sztuki wojennej. Autor twierdzi również, że współczesna broń jest na tyle skuteczna, że nie ukrywając się przez atakiem obiekt jest prawie pewny zniszczenia. Mam wątpliwości czy teza ta jest prawdziwa, w przypadku różnicy generacyjnej, np. czytając o próbach zniszczenia M1 przy pomocy RPG.

Odpowiedź

A co z poszukiwaniem odpowiedzi na moje główne pytanie - o proporcje ilościowe. Jeśli obie strony użyją opisanej wyżej nowoczesnej sztuki wojennej we właściwy sposób, proporcje ilościowe będą kluczowe dla głębokości penetracji atakującego. Czym mniejsza przewaga ilościowa atakującego, tym mniejsza głębia obrony jest niezbędna i mniej terytorium zostanie oddane przed powstrzymaniem przeciwnika. Czym większa tym agresywniej trzeba stosować nowoczesną sztukę wojenną [s.71]. W tym kontekście priorytety dla decydentów wydają się jasne:
  1. Jakość (wyszkolenie, morale)
  2. Ilość (żołnierzy i sprzętu zaangażowanych bezpośrednio w walkę)
  3. Technologia (utrzymanie tej samej generacji sprzętu co przeciwnik)
Do kiedy ta koncepcja pozostanie aktualna ? Zdaniem autora, do momentu kiedy ktoś będzie w stanie pokonać każdy rodzaj ukrycia. Gdy autor pisał książkę (około 10 lat temu) wydawało się to nie możliwe, ale może za 25 lat ? [s. 72]

W tym wszystkim najbardziej dla mnie zaskakujący jest brak jakichkolwiek odwołań w polskiej prasie, publikacjach, publicznie dostępnych analizach do tej pozycji. Przynajmniej wg google. O ile jestem w stanie zrozumieć media prywatne - wnioski nie są najlepsze dla reklamodawców, o tyle brak w czasopismach Redakcji Wojskowej MON jest zaskakujący.

środa, 6 czerwca 2012

Aspekty międzynarodowe MW

Clausewitz słusznie zwrócił uwagę, że wojna jest elementem polityki, konkretnie międzynarodowej. A polityka, w tym międzynarodowa, wymaga stopniowania środków. Ze składowych sił zbrojnych szczególnie do tego stopniowania nadaje się Marynarka Wojenna, pozwala bowiem na prawie nieograniczone przemieszczanie się po wszystkich morzach, demonstrację siły, ograniczanie transportu, aż po projekcję siły na ląd.

Polska stała się członkiem NATO by wzmocnić swoje bezpieczeństwo, by każdy potencjalny agresor musiał rozważyć, że atakując nasz kraj ryzykuje potencjalną odpowiedź całego Sojuszu. Ale sojusz to nie tylko korzyści, to również obowiązki. Jako członek Sojuszu musimy realizować nie tylko strategię narodową, ale też sojuszniczą

Rozładunek pomocy humanitarnej z USS McFaul w Gruzji w czasie wojny o Płd. Osetię
Dotychczasowy udział SZ RP w operacjach międzynarodowych wiązał się z dużymi kosztami, szczególnie w Afganistanie. I dlatego obecnie decydenci w Polsce starają się udział w operacjach międzynarodowych ograniczyć. Trudno nie zgodzić się z koncepcją ograniczania kosztów, ale jeśli Polska oczekuje potencjalnego wsparcia sojuszników, nie może się izolować. Trzeba szukać sposobów by taniej uczestniczyć w misjach. A MW daje jedno z rozwiązań - koszty udziału w misji nie powinny być znacznie większe niż aktywne wykorzystanie okrętu na własnych wodach. Dodatkowe koszty generują jedynie okresowa wymiana załóg (samolotem) oraz dodatki dla marynarzy za rozłąkę z rodziną. Oczywiście najlepiej by okręt biorący udział w misji był przystosowany do długotrwałego przebywania daleko od macierzystego kraju i by był ekonomiczny w eksploatacji. Do tego bezpieczeństwo marynarzy na okrętach jest znacznie większe niż w przypadku kontyngentów lądowych.

Należy zauważyć, że udział w misjach Sojuszu daje również Polsce bezpośrednie korzyści:
  • większe bezpieczeństwo transportu towarów drogą morską obniża koszty transportu i towarów, w szczególności surowców strategicznych; 
  • skuteczne operacje międzynarodowe umacniają wiarygodność sojuszu i pokazują jego siłę, odstraszając potencjalnych agresorów;
  • obywatele oczekują, że państwo zapewni im bezpieczeństwo, w tym np. ochroni przed piratami polskich marynarzy pływających po całym świecie, czego samodzielnie Polska nie jest w stanie zrealizować;
  • w przypadku przekonania sojuszników do udziału w operacjach na których zależy Polsce, dużo silniejszego oddziaływania potęgą NATO; 
  • buduje zaufanie między krajami, zwiększając bezpieczeństwo międzynarodowe, w tym Polski; 
  • wspólne ćwiczenia i misje pozwalają przygotować się sojuszników do współdziałania z Polską w przypadku konfliktu;
  • wpływ na decyzje Sojuszu zależy od udziału w jego organach dowodzenia, a ten zależy od udziału w realizujących operację siłach - czym większy udział Polski w operacjach, tym większy w strukturach dowodzenia.
MV Beluga wraz z polskim kapitanem został porwany w 2011 r. przez somalijskich piratów
Operacje Sojuszu Północnoatlantyckiego na morzu realizowane są w większości z użyciem stałych zespołów. Istnieją obecnie 2 rodzaje zespołów, w każdym rodzaju po 2 zespoły:
  • Standing NATO Maritime Group 1 i 2 (w skrócie SNMG1 i 2) - złożone z podstawowych okrętów bojowych (ang. primary surface combatants, okręty bojowe o wyporności ponad 1500 t). W ostatnich latach głównie angażują się w Operacje:
  • ale brały również udział   Obserwując uczestniczące w tych grupach okręty można sformułować minimalne stawiane nim wymagania [1][2][3][4]:
    • nieograniczony (ponad 200 Mm od najbliższego brzegu) zasięg pływania (z czego wynika np. długość ponad 90 m przy klasycznym kadłubie);
    • prędkość maksymalną co najmniej 24 w.;
    • lądowisko i hangar dla co najmniej jednego śmigłowca o masie startowej ponad 6 t;
    • uzbrojenie obejmujące armatę kalibru 76 mm, system przeciwlotniczej obrony bezpośredniej (np. Sea Dome) i wyrzutnie torped przeciw okrętom podwodnym.
    Ze względu na częsty udział w misjach wymagających pościgów i inspekcji okrętów zalecane jest posiadanie 2 szybkich półsztywnych łodzi inspekcyjnych, wraz ze slipem lub dokiem do ich spuszczania na wodę w trakcie ruchu okrętu. Jak pokażę w kolejnych postach oznacza to stosunkowo tani okręt. A jak widać zdolny do wykonywania również zadań eskorty zop, a za niewielką dopłatą również przeciwlotniczej i przeciwokrętowej, na klasycznej dla NATO trasie transatlantyckiej.
ORP Pułaski czyli główny dotychczasowy wkład PMW w SNMG1 - fot. MON
  • Standing NATO Mine Countermeasures Group 1 i 2 (SNMCMG1 i 2) - jak sama nazwa mówi, złożone głównie z okrętów przeciwminowych oraz z okrętu dowodzenia i wsparcia (którego rolę pełniły np. ORP Czernicki, HDMS Thetis, KNM Valykrien). Oprócz wspólnych ćwiczeń i zwalczania asymetrycznych zagrożeń przeciwminowych (np. u wybrzeży Libii) grupy te oczyszczają, z min i niewybuchów pozostawionych w trakcie poprzednich konfliktów, akweny istotne dla krajów NATO, jak np. Kanał La Manche czy Morze Bałtyckie.
RP zobowiązała się, że wystawimy jedną jednostkę nawodną do stałych zespołów sojuszu. Dotychczas ze strony PMW w stałych zespołach NATO brały udział:
co w perspektywie ostatnich 7 lat daje dokładne spełnienie zobowiązania.

Niszczyciele min są dość tanim sposobem udziału w misjach (względnie niski koszt okrętu, niska liczebność załogi), a ich półroczna coroczna obecność wraz z okrętem dowodzenia i wsparcia przez rok raz na 5-6 lat wydaje się minimalnym wkładem dającym możliwość okresowego dowodzenia stałym zespołem Sojuszu i wzrostu znaczenia PMW w NATO.

Gorzej wygląda jednak dotychczasowy sposób zaangażowania w bardziej prestiżową grupę SNMG1. Wykorzystane dotychczas okręty są drogie w budowie i eksploatacji, fregaty - ze względu na bardzo liczną załogę i koszty napraw, polskie okręty podwodne ze względu na swój wiek i nieprzystosowanie do działania tak daleko od własnych baz. Te drugie ze względu na postęp w rozwoju autonomicznych pojazdów podwodnych i półzanurzonych nie wydają się z resztą do kontroli żeglugi niezbędne.

Oprócz udziału w stałych zespołach NATO okręty PMW biorą udział w powtarzanych zazwyczaj dorocznie ćwiczeniach i manewrach, z których główne w ostatnich latach to:
 Miesiąc   Nazwa   Zaangażowanie  Cel
maj Baltic Sarex holownik ratowniczy
śmigłowiec ratowniczy
koordynacja ratownictwa
maj Spontex fregata zop
maj Open Spirit niszczyciel min usuwanie niewybuchów w krajach bałtyckich
luty lub maj Dynamic Mongoose 3 śmigłowce zop lub fregata ze śmigłowcem zop współdziałanie NATO
czerwiec Baltops 5 okrętów (głównie
 przeciwminowych)
budowanie stabilności międzynarodowej
sierpień lub wrzesień Danex okręt (n. min, rakietowy) budowanie stabilności międzynarodowej
wrzesień Northern Coast fregata, okręt rakietowy, korweta zop, 3 trałowce, okręt dowodzenia budowanie stabilności międzynarodowej
Szczegółowa lista ćwiczeń dostępna jest tutaj.

Czy należy utrzymać w/w zaangażowanie ?
  • W przypadku dużej katastrofy morskiej konieczne jest zaangażowanie dużej ilości śmigłowców (uratowanie przez 1 ponad 40 rozbitków to wyjątek), a to wymaga albo wielkie inwestycje w ich zakup i utrzymanie, albo skoordynowanej akcji ratowniczej.
  • Udział w Open Spirit jest jednym z nielicznych objawów (obok np. PKW Orlik) wspierania przez Polskę bezpieczeństwa najbliższych i najbardziej potrzebujących wsparcia sojuszników.
  • W przypadku sugerowanej przeze mnie rezygnacji z okrętów podwodnych, ich poszukiwania musimy uczyć się w ćwiczeniach międzynarodowych.
  • Baltops są jedynymi ćwiczeniami, w których Polska regularnie bywa gospodarzem. Aby to utrzymać konieczne jest duże zaangażowanie, na poziomie największych, czyli właśnie około 5 okrętów.
  • Przy posiadaniu odpowiedniej ilości dla Baltops, nie powinno być problemu z wydzieleniem 1 okrętu do udziału w Danex i Northern Coast.
  • Brytyjczycy wysłali na Dynamic Mongoose 2 śmigłowce, wydaje się to ilością wystarczającą.
Pozostałe ćwiczenia albo są nieregularne (np. Crown Eagle, MCOPLAT), albo są przeznaczone dla stałych zespołów NATO (np.Spontex), albo też odbywają się wyłącznie przy polskim wybrzeżu i można do nich wydelegować okręty dyżurne (np. seria Passex)
I w ten sposób, przy pomocy okrętów dyżurujących w ramach dyżurów bojowych pogotowia kryzysowego, dochodzimy do ostatniego z międzynarodowych aspektów MW - zaznaczania obecności morskiej w strefie zainteresowania (obejmującej nie tylko WSE, ale też rejony przyległe, czyli co najmniej południowy Bałtyk) i gotowości do reakcji na działania innych państw. W tym kontekście ważne jest by reakcja była odpowiednia. Dlatego choć Nadbrzeżny Dywizjon Rakietowy może dobrze wypełniać zadanie zatapiania okrętów w czasie wojny, okręty dyżurne będą niezbędne by zapewnić możliwość stopniowania reakcji, by nie doprowadzać do eskalacji konfliktu, a stosować proporcjonalne do zagrożenia środki. Powinny być wyposażone stosownie do potencjalnych zagrożeń, czyli przede wszystkim w armatę średniego kalibru (o zasięgu porównywalnym z potencjalnym przeciwnikiem, czyli 22 km), system przeciwrakietowy do samoobrony, sonar wykrywający miny i okręty podwodne, system łączności z COM, radar, system optoelektroniczny do identyfikacji obiektów i dokumentacji wydarzeń z dużej odległości, bomby głębinowe, wkm. Ze względu na nie zakończone wątpliwości dotyczące przebiegu WSE z Niemcami i Danią jeden powinien znajdować się na zachodnim, a jeden na wschodni wybrzeżu.

Fińska Hamina - przykład okrętu spełniającego podane wymagania - fot. www.puolustusvoimat.fi

Wnioski

Z powyższych wymagań wynika, że w skład PMW muszą wchodzić co najmniej:
  • 2 duże okręty bojowe (hangar dla śmigłowca 7 t, działo średniego kalibru, system obrony przeciwrakietowej, nieograniczona dzielność morska);
  • 2-3 okręty zdolne do niszczenia min (min. 1 w SNMCMG1 / Open Spirit, 1 w kraju);
  • łącznie z w/w co najmniej 8 okrętów (by wystawić silną jak obecnie reprezentację w Baltops przy 1 okręcie w remoncie);
  • 4 śmigłowce zop i 4 ratownicze lub lepiej 6 uniwersalnych (2 zop na ćwiczeniach, dyżurny, poddyżurny, rezerwowy i remontowany).
MW może również zapewnić transport morski, środki desantowe i bazowanie dla jednostek wojsk lądowych, sił powietrznych i specjalnych. Ale to temat na osobną analizę.

niedziela, 13 maja 2012

MW w Raport 4/2012

Kwietniowy Raport z 2012 roku zawiera szereg artykułów, autorstwa byłych wysokich rangą oficerów PMW, poświęconych przedstawionej pod koniec marca przez MON koncepcji rozwoju PMW. Choć propozycja ministerstwa nie wzbudza mojego entuzjazmu, jej krytyka w wykonaniu admirałów w stanie spoczynku również wymaga komentarza.

Zgadzam się absolutnie z autorami, że dużym problemem dla PMW jest brak kontynuacji przez kolejne ekipy rządowe projektów rozpoczętych przez poprzednie, ale bierze się on z braku zgody wszystkich istotnych sił co do polityki obronnej. A brak ten bierze się z istniejącego w Polsce sposobu prowadzenia polityki: nakierowane na konflikt a nie konsensus. Oczekiwanie przez dowódców MW zmiany w tym zakresie jest nierealne. Trzeba się do tego dostosować i tak prowadzić projekty by nie stanowiło to problemu. Jak ? Np. w czasie jednej kadencji budować okręty modułowe (nawet jeśli z braku czasu prostsze, a z braku pieniędzy bez modułów), a w kolejnej zakupywać moduły. Wszystko z budżetu MW.

Przykład okrętu modułowego - duński Standard Flex 300
Autorom nie podoba się koncepcja marynarki do obrony wybrzeża. Uważają że przyszło wojna będzie przypominała konflikty w Libii czy Jugosławii, będzie niekontaktowa (z bardzo ograniczoną ilością starć lądowych), głównym środkiem walki będzie konwencjonalna broń precyzyjnego rażenia, a źródłem danych kosmiczno-powietrzne rozpoznanie. Jej celem będzie zniszczenie ekonomii, funkcji państwa, kluczowej infrastruktury. Dlatego podwodne i nawodne duże okręty rakietowe staną się kluczowe. Choć dla działań ofensywnych NATO czy UE może być to prawdą, to nie sądzę by słuszne było by decydenci odpowiedzialni za bezpieczeństwo i obronę RP powinni ufać takim doradcom. Po pierwsze: taką taktykę stosowano tylko przy ogromnej przewadze technologicznej. Po drugie, koalicja dużo potężniejszych krajów od Polski w konflikcie prowadzonym bezkontaktowo musiała wykorzystać większość posiadanych środków precyzyjnego rażenia by pokonać dość słabego przeciwnika, jakim była Libii, pomimo tego że działanie kontaktowe jednocześnie prowadzili w niej rebelianci. Po trzecie: Rosja, najsilniejszy potencjalny agresor dla Polski, uważa podejście NATO za niewłaściwe - pokazała to w Gruzji, gdzie wojnę dużo szybciej zakończyła niż kraje zachodnie w Libii.

Kontradmirałowi Badeńskiemu nie podoba się, że śmigłowce ratownicze nie zostaną zastąpione w proporcji 1:1. A czy jest tak potrzeba, skoro nowe mają dużo niższą awaryjność ? Nie jest również prawdą, że zredukowano przeładunki w polskich portach.

Autorzy wydają się oburzeni planami drastycznego zmniejszenia ilości okrętów. Pozostawiając przyszłej osobnej notce analizę minimalnej liczby okrętów w PMW, należy jednak zauważyć, że RP nie jest jedyny krajem znacząco zmniejszającym ilość sił morskich. Np Królewska MW Holandii w 2002 roku dysponowało 40 okrętami bojowymi, w tym 18 fregatami, a w 2012 dysponuje 21 okrętami bojowymi, w tym 6 fregatami. Znacząco zwiększają się bowiem możliwości okrętów (w tym nie tylko bojowe, ale szczególnie w zakresie ilości dni, które okręt może spędzać w morzu).
HNLMS De Zeven Provincien - jedna z 6 holenderskich fregat
W kilku punktach autorzy mają jednak rację, jak choćby co do:
  • błędy w prezentacji (np. slajd przedstawiający liczbę okrętów nie zgadza się z sumą liczb okrętów z innych slajdów),
  • ciągłości utrzymania posiadanych zdolności,
  • pustych deklaracji politycznych zawartych w Strategiach czy umowach międzynarodowych,
  • odległych horyzontów realizacji planów i głównych wydatków - poza obecną kadencją.
Kilku błędów również nie zauważają, np.:
  • brak bazowego dokumentu strategicznego jasno określającego zadania i obszar działania okrętów,
  • odnośnie okrętów obrony wybrzeża: montaż tego samego wyposażenia na mniejszym okręcie nie obniży znacząco ich kosztu, tym samym nie jest jasna konieczność zakończenia projektu Gawron i budowy nowych okrętów obrony wybrzeża,
  • rozciąga w czasie proces budowy nowych okrętów (a żeby były tanie, serie trzeba budować szybko);
  • nie wiadomo po co w służbie pozostaje na wiele lat 12 trałowców i 5 okrętów desantowo-minowych (zostawia się je do odpowiednio 2026 i 21 roku, ale bez następców);
  • brak zmian jakościowych do typów okrętów, uwzględniających obecne możliwości techniczne.
No i nie zauważają bezdyskusyjnych plusów nowej koncepcji: że powstała i że została poddana pod dyskusję.

Najciekawszy temat - analizę ilości okrętów i ich typów w przyszłej PMW zostawiam przyszłym postom.

PS: W czasie Balt-Military-Expo MW ujawniła kilka kolejnych szczegółów dotyczących koncepcji:
  • jako przykład okrętu obrony wybrzeża zaprezentowano Meko CSL [1,2,3,NTW 11/07] - bardzo ciekawy okręt z możliwością wykonywania misji zop, przeciwminowych, patrolowych, rozpoznawczych, wyposażony w 2 śmigłowce 12 t, większy od Gawrona - wydaje się jednak ryzykowny i kosztowny;
  • jako przykłady okręty patrolowego z funkcją zwalczania min zaprezentowano typy Holland, Knud Rassmussen i Darussalem - będą nastawione na działanie poza Bałtykiem, ale tak na prawdę to potencjalnie bardzo różne okręty - o długości 72-130 m, z hangarem lub bez, uzbrojeniem od armaty 76 mm po również rakiety przeciwokrętowe, przeciwlotnicze czy torpedy;
  • okręt wsparcia logistycznego ma mieć możliwość zaokrętowania 100 osób, zaopatrywania okrętów w morzu, napraw UiSW.