sobota, 30 listopada 2013

SZ FR i Białorusi w potencjalnym konflikcie z Polską - Wojska Lądowe


Liczące formalnie około miliona żołnierzy (de facto 765 tys.) w służbie czynnej Siły Zbrojne Federacji Rosyjskiej są około 7 razy liczniejsze od SZ RP. Bronią jednak kraju o ponad 50 razy większej powierzchni, rozciągającego się równoleżnikowe na około 9000 km.

W wyniku konfliktu zbrojnego w Osetii w 2008 roku, stało się jasne że konflikt zbrojny w Europie jest możliwy do wyobrażenia [1,2], choć będzie raczej lokalny, za to wymagający natychmiastowej reakcji. SZ FR w bezpośredniej bliskości RP i będącej z Rosją w sojuszu Białorusi opisałem już. Pojawia się pytanie na jakie wzmocnienie mogą one liczyć, jeśli ma ono się odbyć w tempie nie pozwalającym na przeprowadzenie przygotowań przez Sojusz Północnoatlantycki, a więc porównywalnym z Wojną w Osetii. Tę część poświęcam wojskom lądowym, drugą zaś przeznaczę na Siły Powietrzne.

Wieloprowadnicowe wyrzutnie rakiet w wojnie w Osetii - AFP
Z opracowań [1] na temat Wojny w Osetii można wyciągnąć następujące wnioski:
  • jednostki oddalone od frontu działań do 200 km weszły do walki z marszu (19. i 42. Dywizja),
  • drogą powietrzną przetransportowano 6 batalionów powietrzno-desantowych i 7 kompanii Specnazu,
  • jeden pułk (20. Dywizji) dotarł na front działań koleją z odległości w linii prostej około 700 km,
  • dwa bataliony dotarły drogą morską,
  • zazwyczaj z danej jednostki wojskowej wzięły udział 2/3 sił,
  • jedyne wsparcie spoza walczącego Południowego Okręgu Wojskowego pochodziło z Centralnego OW (z Samary, batalion 15. brygady był w Abchazji już wcześniej)
Natomiast z doświadczeń ostatnich dużych ćwiczeń wojskowych wynika, że:
Z powyższego wynika, że należy spodziewać się udziału wojsk Zachodniego i Centralnego Okręgu Wojskowego. Jedynymi jednostkami z tych OW, które nie wezmą [s. 60] udziału, są jednostki Floty Północnej (200. brygada strzelców i 61. pułk piechoty morskiej) ochraniające bazy morskie przy granicy z Norwegią. Ryzyko utraty kontroli lotniskowca czy strategicznych okrętów podwodnych jest zbyt wysokie. Do osłony granic z innymi krajami NATO i UE czy utrzymania rezerwy chroniącej Moskwę wydaje się że Rosjanie mogliby użyć zmobilizowanych rezerwistów wyposażonych w sprzęt z baz przechowywania, np. 99. w Twerze, 216. w Pietrozawodsku czy 262. w Boguczarze. Użycie rezerwistów w ofensywie byłoby błędem - w końcu zostało uznane za jedną z przyczyn porażki Gruzji w 2008 roku.

Czy Rosjanie zaryzykowaliby użycia sił Południowego OW dla działań w Polsce ? Gdyby chcieli pozostawić na Kaukazie siły analogiczne do tych, które wzięły udział w wojnie w południowej Osetii, to mogliby skierować na zachodni teatr z jednostek uzbrojonych w czołgi jedynie 17. brygadę strzelców, a już w Osetii korzystali ze wsparcia 15. brygady strzelców z Centralnego OW, która zakładam wraz z całym OW uda się na teatr zachodni. Dlatego uważam, że ten poziom wzmocnienia należy już porównywać na takim samym poziomie prawdopodobieństwa użycia, jak siły wzmocnienia NATO. Choć można się spotkać z opiniami, że w związku ze zmianą rządu w Gruzji na bardziej prorosyjski, Rosja będzie skłonna zaangażować nieco większe siły na kierunku zachodnim. Choć to samo źródło w dużo większym ode mnie stopniu angażuje siły Zachodniego OW na kierunkach od Łotwy po Finlandię, dlatego łącznie uznaję swoje oszacowanie za właściwe. A na Ukrainie nie było to planowane, choć Południowemu OW było dużo bliżej.

Jednostki Wschodniego OW - fot. Denis Mokrushin, Russianplanes.net,
Również wydaje się, że użycie sił Wschodniego OW w Europie będzie ostatecznością [s.23]. Co najwyżej zaangażowane mogą być jednostki specjalne lub lekkie, jak w Czeczenii.

Odnośnie sił powietrzno-desantowych - w Wojnie 2008 roku użyto 10 batalionów. Można założyć, że co najmniej taką rezerwę zachowają Rosjanie poza zachodnim terenem działań.

Uwzględniając powyższe spodziewam się że w ofensywie na Polskę może wziąć udział co najwyżej:
  • 1. Armia (z okolic Moskwy) - dywizja strzelców, dywizja czołgów, 310 czołgów, 185 bwp, 140 BTR, 54 samobieżne haubice 2S19, 36 wyrzutni rakiet niekierowanych BM-21 i 12 wyrzutni rakiet balistycznych Iskander,
  • 20. Armia po 1 brygadzie czołgów, strzelców, artylerii, rakiet, razem 130 czołgów, 140 BMP-2/3, 125 samobieżnych haubic i 18 holowanych, 36 wyrzutnie rakiet niekierowanych BM-21, 8 Uragan i 12 wyrzutni rakiet balistycznych Iskander
  • 6. Armia (z okolic St. Petersburga) - 3 brygady strzelców, po 1 artylerii i rakiet, razem 120 czołgów, 360 MT-LB, 126 samobieżnych haubic (w tym 18 2S19), 54 BM-21, 8 Uragan i 12 wyrzutni rakiet balistycznych Iskander
  • 2. Armia (z okolic Samary) - 3 brygady strzelców, 1 artylerii, 1 rakiet i 1 pułku rakiet, razem 160 czołgów, 120 BMP-2, 240 BTR, 180 samobieżnych haubic (w tym 108 2S19), 54 BM-21, 24 Uragan i 12 Iskander
  • Samodzielne jednostki Zachodniego i Centralnego OW: 
    • 4 brygady specnazu po 25 BTR, 8 BM-21 i 11 lekkich armat D-30,
    • 7. brygada czołgów, z 90 czołgami, 40 BMP, 18 armatami D-30,
    • 27. brygada strzelców z 40 czołgami, 120 BTR i 36 samobieżnymi haubicami 2S1,
    • 79. brygada rakiet niekierowanych z 12 wyrzutniami Smiercz
    • 19. dywizjon artylerii z 12 haubicami samobieżnymi 2S7
    • 112. brygada rakiet z 12 Iskanderami
  • 8 jednostek (pułków/brygad) z Wojsk Powietrzno-Desantowych, każda po nieco ponad 100 BMD-2 i 18 2S9 wsparte 3 pułkami artylerii po 12 D-30 i 18 2S9
  • 10 jednostek (batalionów) sił specjalnego przeznaczenia
Razem z SZ Białorusi (których jednostki mobilizowane z rezerwistów osłaniałyby granicę z Litwą i Łotwą) około 1200 czołgów, 4000 AFVE (w tym 57% piechoty), 2300 jednostek artylerii kalibru ponad 100 mm.

Główne źródło informacji o siłach FR: warfare.be.

piątek, 25 października 2013

Liczebność SZ a ilość pododdziałów

Pod koniec 2011 roku Wojska Lądowe RP mają 27 batalionów piechoty i 11 batalionów czołgów. Z 27 batalionów piechoty 22 to bataliony uzbrojone w bojowe wozy piechoty BWP-1 lub Rosomak. Każdy z tych batalionów, podobnie jak bataliony czołgów, ma w składzie 4 kompanie piechoty [patrz np. NTW 1/2011, s. 13 czy PWL 1/2011, s. 9]. Pozostałe 5 batalionów piechoty (powietrzno-desantowe i kawalerii powietrznej) mają po 3 kompanie piechoty.

Jak dużo żołnierzy powinny liczyć tak ustrukturyzowane wojska lądowe ? Porównajmy je z jakąś zawodową armią, która od czasu zawodowstwa osiągnęła sukces w klasycznym starciu zbrojnym. Do wyboru są właściwie dwie: amerykańska i brytyjska. Ilość informacji na ich temat jest niezmiernie bogata - wybieram brytyjską, gdyż jest mniejsza, a więc ilościowo bardziej zbliżona do polskiej. Łącznie British Army, wliczając rekrutów, liczy pod koniec 2011 roku 110 tys. ż i jest w stanie wystawić 5 batalionów czołgów oraz 36 batalionów piechoty, wszystkie z 3 kompaniami bojowymi. Piechota liczy około 24.600 ż, czyli średnio 680 ż / batalion. Sam zaś batalion piechoty liczy 500 ż. Nie ma dostępnych dokładnych danych dla samych batalionów pancernych, natomiast kawaleria łącznie (z 5 batalionami rozpoznawczymi i 1 chemicznym) liczy 5700 ż. Ponieważ jednak batalion pancerny jest mniej liczny od rozpoznawczego, przyjmijmy 500 ż / batalion. Łącznie główne elementy kinetyczne British Army liczą więc 27 tys. ż., stanowiąc 24.5% wojsk lądowych.

Bojowy wóz piechoty British Army - Warrior

Wg PZ 38/2011 [s. 13-19] batalion Rosomak liczy 760 ż. Gdyby dodać do niego różnicę między średnią ilością żołnierzy piechoty na batalion i wielkością brytyjskiego batalionu (180 ż, to wariant rozumowania ostrożniej powiększający liczbę żołnierzy niż proporcjonalne ich zwiększenie) i pomnożyć przez 22 bataliony (4 kompanijne) otrzymamy 20.7 tys. ż. Do tego należy dodać 5 batalionów lekkich (dla uproszczenia załóżmy wielkości takiej jak brytyjskie, czyli po 500 ż i 680 ż w piechocie średnio), otrzymujemy 24.1 tys. W przypadku batalionów czołgów ze względu na 3 osobowe załogi PT-91 i T-72, małą względem nich liczbę Leopard 2A4 w SZ RP, fakt że 44*4 (liczba załóg czołgów w brytyjskim batalionie) mniej więcej jest równe 58*3 (liczba załóg w ponad 80% polskich batalionów), użyjmy do mnożenia tę samą wielkość co w British Army. W efekcie uzyskujemy 29.6 tys., co sugerowało by wojska lądowe (definiowane szeroko jak w Wielkiej Brytanii, a nie jak w Polsce po stworzeniu IWSZ, ŻW, itp) o łącznej sile 120 tys. ż. Nawet jeśli dodać do nich tylko SP i MW wg stanów etatowych z 2011 roku [NTW 5/2010, s. 18-22] daje to łącznie 145 tys. ż. A przecież wraz z NSR SZ RP mają liczyć 120 tys. ż.

Powyższy wywód ma na celu nie tylko pokazanie, że wiele jednostek nie ma szans na pełen etat w zawodowych SZ RP. Jest punktem wyjścia dla policzenia na jaką ilość pododdziałów bojowych wojska lądowe RP mogą na prawdę liczyć.

czwartek, 1 listopada 2012

Ochrona konwojów

W okresie globalizacji o bezpieczeństwie państwa decyduje przede wszystkim bezpieczeństwo ekonomiczne, a o dobrobycie społeczeństwa, po pierwsze, dostęp do surowców strategicznych, a po drugie, bezpieczeństwo i swoboda przepływu towarów.

W chwili obecnej największym zagrożeniem dla morskich linii komunikacyjnych są działania pirackie, głównie w Zatoce Adeńskiej i na okolicznych obszarach Morza Arabskiego, w Zatoce Gwinejskiej i w okolicach Cieśniny Malakka. Siły NATO i UE skupiają się na, kluczowych dla transportu ropy i gazu z Zatoki Perskiej oraz towarów produkowanych na Dalekim Wschodzie, obszarach u wybrzeży Somalii oraz na Morzu Śródziemnym. O ile PMW uczestniczy w tych drugich działaniach, to jest największym krajem morskim UE i NATO, który nie skierował żadnych okrętów do działań u wybrzeży Somalii [1,2,3,4,5,6] i to jedynym nieuczestniczącym, które ma dostęp do morza i ponad 5 mln mieszkańców. Udział w misji antypirackiej nie wymaga to okrętów drogich w zakupie czy utrzymaniu – wystarczą duże patrolowce, byle z hangarem i lądowiskiem dla 5t [1,2] śmigłowca. Zaangażowanie w działania w Rogu Afryki powinno być pierwszym etapem realizacji strategii obronności.

Koreański Lynx, taki jak używany w misjach antypirackich, foto. wikipedia.
Na przeciwnym biegunie potencjalnych zagrożeń, tak jeśli chodzi o prawdopodobieństwo jak i o niezbędną polityczną determinację, znajduje się wprowadzenie blokady morskiej. Należy zwrócić uwagę, że:
  • Jeden statek bardzo często przewozi towary do wielu krajów i po drodze wpływa do wielu portów. W związku z tym, blokada musiałaby być realizowana stosunkowo blisko polskiego wybrzeża, czyli w zasięgu lotnictwa i rakiet NDR, gdzie skuteczne mogłyby być w zasadzie tylko okręty podwodne (w tym postawione przez nie miny) i samoloty (krótkotrwale tam obecne).
  • Polska nie jest wyspą, ma bardzo rozbudowane połączenia drogowe, kolejowe. Choć transport morski jest najtańszy, aby blokada Polski była skuteczna musiałoby w nią zaangażować się większość sąsiadów RP.
  • 1 cysterna kolejowa przewiezie 57.5 t ropy naftowej, a jedna lokomotywa może ciągnąć do 39 cystern. Oznacza to że jednym pociągiem można przewieźć około 2.2 tys. t ropy. A to oznacza że Polska potrzebuje mniej niż trzy pociągi dziennie do zaspokojenia swoich potrzeb. Choć oczywiście transport kolejowy jest droższy od ropociągów, oznacza to, że w przypadku odcięcia dostaw ze wschodu oraz blokady (bądź zniszczenia) Naftoportu, Polska ma techniczne możliwości zapewnienia dostaw.
  • Polska zużywa rocznie 13 mld m3 gazu, produkując ponad 5 mld m3. Rozbudowywane gazociągi transgraniczne w najbliższym czasie pozwolą na import do 4.5 mld m3 z Niemiec oraz 0.5 mld m3 z Czech. Dodając do w/w możliwość transportu kolejowego, nawet przy zniszczeniu czy zablokowaniu budowanego Gazoportu, pokrycie krajowego zapotrzebowania jest technicznie możliwe. Choć pytanie, czy wobec zaangażowania rosyjskich państwowych spółek w rynek gazu w otoczeniu Polski będzie miał kto sprzedawać.
  • Wprowadzenie embarga przez jedno Państwo przeciw innemu, jest w myśl prawa międzynarodowego, równoznaczne wypowiedzeniu wojny. Oczywiście, jeśli agresor ograniczy się tylko do takich środków, pytanie czy Polscy decydenci będą chcieli konflikt eskalować. Ale świadomy prawa międzynarodowego agresor mało prawdopodobne by się na to zdecydował (poza sytuacją oczywistej wojny) - biorąc przykład z ostatnich wydarzeń, Rosja w czasie wojny w Południowej Osetii nie zdecydowała się na wprowadzenie blokady, choć wyeliminowała gruzińską MW.
  • Rozładunek pomocy humanitarnej z USS McFaul w Gruzji w czasie wojny o Płd. Osetię
  • Dużo lepsze efekty od blokady morskiej można uzyskać stosując np. zmasowaną serię ataków terrorystycznych (w przypadku chęci ukrycia agresora) lub ataki rakietowe na lądową infrastrukturę związaną z transportem strategicznych surowców (ropociągi, gazociągi, rafinerie, ale też i porty itp.). Dlatego ważniejszą od zdolności ochrony konwojów jest zdolność obrony przeciwlotniczej i przeciwrakietowej.
Pośrednią sytuacją między w/w jest możliwość zatrzymania statku handlowego pod pretekstem związanym z prawem wizyty. Choć za nieuzasadnione zatrzymanie można domagać się pokrycia strat, realnego opóźnienia nikt nie zmieni. Trudno mi jednak wyobrazić sobie sytuację, gdzie kilkudniowe opóźnienie w transporcie może coś zmienić, szczególnie wobec rozbudowywania magazynów ropy i gazu.

Ważnym dla przeciwnika towarem, którego import z pewnością chciałby zablokować, jest uzbrojenie. Należy tu jednak zauważyć, że spoza Europy, Polska importuje jedynie samoloty, ich uzbrojenie oraz części zamienne. Całość tego wyposażenie może bez problemów dotrzeć do Polski bezpieczniejszą od morskiej drogą powietrzną.

Nie zmienia to jednak faktu, że MW powinna dysponować zdolnością osłony statków przewożących towary o szczególnej wartości, szczególnie gdy koszt takiej osłony byłby niższy niż konieczna dopłata do ubezpieczenia i koniecznie na trasie od cieśnin duńskich do polskich portów. I chyba tylko tego, obok długotrwałej walki z piratami, należy od PMW oczekiwać. Ale pisanie w najważniejszych państwowych strategiach, iż obrona i utrzymanie linii komunikacji morskiej w celu uniemożliwienia blokady kraju od strony morza jest najważniejszym zadaniem PMW, to jednak przesada. Natomiast ważne jest dysponowanie zdolnością do osłony konwojów przed atakiem rakietowym i podwodnym w ramach kontroli morza terytorialnego i zapewnienia swobody żeglugi do polskich portów, czyli w najbliższym otoczeniu polskiego wybrzeża, co najwyżej do Cieśnin Duńskich.

poniedziałek, 1 października 2012

MW a zatargi na Bałtyku

Świat nie jest czarno-biały. Nie jest tak że możliwe są tylko 2 scenariusze: całkowity pokój lub klasyczna wojna, w której celem atakującego jest pełne przejęcie kontroli nad terytorium przeciwnika. Jest też wiele sytuacji pośrednich obejmujących ograniczone działa na lądzie, w powietrzu (np. Kosowo, Libia czy konflikt Grecko-Turecki) czy na morzu (np. na Morzu Południowochińskim).

Bałtyk jest morzem, gdzie od drugiej wojny światowej nie doszło do wymiany ognia. Nie oznacza to jednak, że nie ma tu konfliktów interesów, a 2 z nich dotyczą Polski, i co może zaskakujące, jej zachodnich sąsiadów. A zadaniem PMW jest zapewnienie polskiej suwerenności i ochrony granicy oraz WSE. Do tego zadania obecność okrętów na akwenie jest kluczowa.

Zatoka Pomorska

Pierwszy z zatargów dotyczy przebiegu toru podejściowego do zespołu portów Szczecin-Świnoujście, a konkretnie traktowania go przez Niemcy, pomimo ustaleń z przełomu lat 80-tych i 90-tych jako części niemieckiego morza terytorialnego. Jedną z tego konsekwencji było przeprowadzenie na obszarze, przez który przebiega tor, ćwiczeń niemieckiej MW, utrudniających żeglugę do polskich portów [więcej]. Przeciwdziałanie takiemu działaniu metodą faktów dokonanych to zdecydowanie zadanie dla okrętów PMW.


Na powyższej mapie kolorem białym zaznaczyłem granicę polskiej wyłącznej strefy ekonomicznej, kolorem niebieskim - granice mórz terytorialnych wg umowy z 1989 roku, na czerwono - tor podejściowy do Świnoujścia, a na żółto - obszar niemieckiego rezerwatu przyrody Zatoka Pomorska. Zielone okręgi oznaczają zasięg radarów brzegowych.

Wokół Bornholmu

Drugi obszar sporny na Bałtyku dotyczy granicy polskiej wyłącznej strefy ekonomicznej w okolicach Bornholmu i braku zgody co do przebiegu jego granicy z Danią. Tu na szczęście jeszcze nie doszło do użycia MW przez żadne z krajów, ale nie można tego w przyszłości wykluczyć


Okręty dyżurne

Dlatego PMW powinna utrzymywać w Świnoujście zawsze jeden okręt dyżurny w gotowości. Nie musi być to okręt silnie uzbrojony ofensywnie (raczej nie będziemy starali się konfliktu eskalować, w pełni wystarczy działo średniego kalibru i armatki wodne) ale zdolny do skutecznej samoobrony (system przeciwrakietowy) i na tyle szybki i zwrotny by nie dać się zablokować w manewrach przez okręty przeciwnika. Należy tu zaznaczyć, że obecnie najszybsze niemieckie okręty osiągają ok. 40 w., ale po 2021 roku i wycofaniu ostatnich szybkich okrętów rakietowych spadnie do około 30 w.

Ze względu na odległość ponad 200 km ze Świnoujścia do wschodniego krańca spornej części strefy ekonomicznej z Danią, przydatne będzie również użycie dyżurnego śmigłowca bojowego dla szybkiego pojawienia się na spornym obszarze, zaznaczenia obecności i udokumentowania wydarzeń.

Drugi okręt dyżurny, ze względu na głębokości dodatkowo wyposażony w zdolność wykrycia okrętu podwodnego powinien stacjonować we wschodniej części wybrzeża, gotowy do obrony polskich interesów w przypadku ich zagrożenia ze strony Rosji, potencjalnie najniebezpieczniejszego polskiego sąsiada. Wyposażenie go w system umożliwiający zapewnienie obrony przeciwbalistycznej wydaje się w tej chwili zbyt kosztowne, wobec innych zadań SZ RP i aktualnego stanu gotowości SZ RP do realizacji tych zadań.

Choć skoro Brytyjczyków nie stać na 2 to czy stać Polskę ?

piątek, 7 września 2012

Nowa taktyka WL

W Kwartalniku Bellona nr 2 z 2012 roku pojawił się krótki, ale bardzo ciekawy artykuł, autorstwa gen. bryg. rez. Włodzimierza Michalskiego, pod niepozornym tytułem "Doświadczenia Wojsk Lądowych" (s. 103). Dlaczego artykuł zrobił na mnie takie wrażenie?
  1. Z artykułu dowiedziałem się, że Wojska Lądowe, w związku z radykalnym zmniejszeniem liczby wojsk, znacznym zwiększeniem  odpowiedzialności zadaniowej komponentów oraz powolnym wprowadzania nowych elementów wyposażenia bojowego, rozpoczęły w 2011 badania w celu zweryfikowania stosowanej taktyki i jej modyfikacji. Jest to ze wszech miar słuszne działanie i po raz pierwszy znajduje jego potwierdzenie. Może kolejność działań powinna być inna (najpierw badania a potem decyzje jakie ma być wojsko, a nie odwrotnie), ale lepiej (dużo lepiej) późno niż wcale.
  2. Badania w/w ukierunkowano m.in. na działania słabszego przeciwko silniejszym oraz na wykorzystywanie terenu i rozmieszczonej na nim infrastruktury, czyli na obronę kraju. Wiadomość ta mnie bardzo cieszy, gdyż z publicystyki wojskowej ostatnich lat można było odnieść wrażenie, że wszystkie badania i rozwój wojska ukierunkowany jest na misje. W połączeniu z punktem 1 cieszy mnie szczególnie fakt, iż dostrzeżono potrzebę stworzenia własnej taktyki, dostosowanej do potrzeb polskiej sytuacji geostrategicznej. Walkę z silniejszym przeciwnikiem oparto na trudnowykrywalnej sieci rozpoznania oraz selektywnemu niszczeniu wrogich elementów rozpoznania, dowodzenia, osłony przeciwlotniczej oraz dostarczania amunicji i paliwa.
  3. Badania nad stosowaną taktyką dotyczyły sposobów rozstrzygania starć wojsk prowadzonych przez inne armie oraz doświadczeń zdobywanych podczas misji grup zadaniowych i obejmowały analizę incydentów zaistniałych podczas działań w Czeczenii, Afganistanie i Iraku oraz w wojnach prowadzonych przez Izrael. Co oznacza, że prowadząc badania wyszliśmy poza spuściznę zimnej wojny.
  4. W toku badań stwierdzono m.in., że radykalnie zmniejszenie liczby wojsk i wydzielenie im dużych obszarów odpowiedzialności bojowej nie jest błędem, lecz wymusza pożądane na współczesnym polu walki rozproszenie. Miejmy więc nadzieję, że w niedługim czasie z artykułów znikną marzenia o milionowej armii [s. 119 i nast]. Koncepcję tę potwierdziły doświadczenia z walk na Ukrainie, gdzie obszary koncentracji Ukraińskiej armii były masakrowane ostrzałem artyleryjskim.
  5. Jednym z podstawowych efektów badań jest przydzielenie jednej brygadzie, a w zasadzie na czas rozpoznania i osłony rozwinięcia jednemu jej batalionowi wspartego 2 kompaniami rozpoznawczymi (tzw. zintegrowana grupa bojowa), pasa o szerokości 60-80 km i głębokości do 60 km. To kolosalny postęp (i dopasowanie zadań do sił zbrojnych w dyspozycji) wobec jeszcze nie dawno prezentowanych 5 km na batalion. Zauważcie proszę, że obronę terytorium Polski na jednym kierunku operacyjnym może zapewnić już 8 brygad. A to jest liczba realna.
  6. Wypracowana taktyka została sprawdzona na poligonie w Toruniu w 2011 roku, wdrożona do działania w jednym pułku rozpoznawczym i jest przekazywana na wykładach w AON. W odróżnieniu od wielu koncepcji, które zostały na papierze.
  7. Wypracowana idea jest zgodna z przedstawianymi przeze mnie w tym blogu [1,2] pracami S. Biddle'a na temat modeli matematycznych współczesnych konfliktów zbrojnych: na dużej przestrzeni rzadkie, rozproszone, ukryte pododdziały identyfikują kierunek działania przeciwnika i utrudniają jego postęp, by mógł zebrać w odpowiednim miejscu siły gotowe go powstrzymać. Miło dowiedzieć się, że znalazło się teorię sprawdzającą się w praktyce.
Odnośnie szczegółów - odsyłam do artykułu. A poniżej, dla zachęty, rysunek schematu działania w nowej taktyce:
Działania sił operujących w strefach rozpoznania i osłony strategicznej - źródło: Kwartalnik Bellona 2/2012
Legenda nie wyjaśnia kilku skrótów opisanych w tekście: BW - baza wypadowa, WBO - wysunięta baza operacyjna, JAAT - Joint Air Attack Team.

Oczywiście do pełnego wdrożenia jej w Wojskach Lądowych jeszcze daleko, konieczne będzie choćby:
  • większe usamodzielnienie działania pododdziałów, nawet plutonów manewrowych;
  • rozwijanie zdolności: ograniczenia wykrywalności, obserwacji, wskazywania celów, wymiany danych, precyzyjnego i selektywnego rażenia czy ograniczania pola manewru;
  • rozważenie zmian organizacyjnych integrujących na stałe strukturę docelową, zgodnie z koncepcją by struktury pokojowe wojsk były tożsame z tymi na czas zagrożenia;
ale na pewno jest droga we właściwym kierunku. Tak trzymać!

PS. W ćwiczeniach dowódczo-sztabowych w 2013 roku na 4 brygadową dywizję (z 1 brygadą w odwodzie) przyjęto 130 km (co jest krokiem wstecz :( ). I wciąż problemem są jednolite bataliony.

środa, 22 sierpnia 2012

Rozmieszczenie brzegowych punktów obserwacyjnych

Do zadań MW należy m.in.:
  • wczesne wykrycie zagrożenia od strony morza,
  • zapewnienie suwerenności RP, czyli m.in. zapewnienie na obszarze morza terytorialnego przestrzegania międzynarodowego i polskiego prawa oraz upewniania się, że okręty innych bander przepływają w sposób nieszkodliwy, np. nie prowadząc ćwiczeń
Aby te zadania realizować MW powinna dysponować świadomością sytuacji morskiej w jak największym obszarze, ale co najmniej na obszarze morza terytorialnego.

Najlepsze czujniki optyczne w bardzo dobrej widoczności pozwolą rozpoznać szybką łódź (np. CB90) z 15 km a fregatę z 35 km. Radary umieszczane na 35 m wieżach pozwolą wykryć małe cele (wysokość środka SPO 1 m lub mniej) z ponad 27 km. Należy pamiętać że horyzont radiolokacyjny jest dalszy niż optyczny przy montażu punktu obserwacji na tej samej wysokości. W wielu miejscach wybrzeża zasięg będzie jednak większy - ze względu na wzniesienie. Moc radaru i wielkość można dobrać dla każdego punktu tak, by wykorzystać pełnię horyzontu radiolokacyjnego.

Granica morza terytorialnego znajduje się w odległości 22.2 km (12 mil morskich) od brzegu. Nie ma więc szans by same punkty brzegowe pozwoliły ją kontrolować optycznie. W tej sytuacji należy kontrolować obszar morza przy pomocy radarów i odbiorników AIS, a podejrzane obiekty (np. wpływające z zewnątrz na morze terytorialne, z nie włączonym AIS lub podającym wątpliwe wartości (np. 2 takie same obiekty)) kontrolować wizualnie przy pomocy jednostek pływających bądź latających. Taka weryfikacja powinna też okresowo dotyczyć wszystkich jednostek (np. udając się by zweryfikować podejrzany obiekt można by potwierdzać pozostałe po drodze). W ramach możliwości finansowych warto oczywiście wierze z radarami wyposażać w systemy optoelektroniczne, by podejrzane jednostki musiały płynąć daleko od nich tym samym potwierdzając, że są podejrzane.

Dobierając lokalizację należy pamiętać o współczynniku wzajemnego położenia - by jego wartość była równa co najmniej 0.65.


Powyższa mapa przedstawia na zielono następujące lokalizacje radarów czasu P:
  • Międzyzdroje (Kikut) - tożsama z obecnym brzegowym punktem obserwacyjnym,
  • Niechorze - jw.,
  • Kołobrzeg - jw.,
  • Łazy - jw.,
  • Jarosławiec - jw.,
  • Czołpino - jw.,
  • Kołobrzeg - jw.,
  • Stilo - na dachu obecnej latarni morskiej,
  • Rozewie - na dachu obecnej latarni morskiej,
  • Krynica Morska - na dachu obecnej latarni morskiej,
  • Rozewie - na dachu obecnej latarni morskiej,
  • Góra Donas w Gdynii-Chwarznie,
  • Platforma Petrobaltic,
  • Baltic Beta - radar Systemu Nadzoru i Monitorowania Bezpieczeństwa Ruchu Morskiego.
Z powyższego wynika, że ilość punktów obserwacyjnych w czasie P mogłaby zostać zredukowana z 22 (20 pracujących) do 13. Kolorem czerwonym przedstawiono zaś lokalizację czasu W radarów CRM-203, przy założonym zasięgu ograniczonym mocą radaru LPI do 20 Mm (dla małych okrętów, długości 30 m). W czasie W wystarczyłoby 10 radarów, mobilnych, np. na typowych wozach rozpoznawczych SZ, zasięg obserwacji od brzegu zmniejszyłby się, ale i tak pokryłby całe morze terytorialne.

piątek, 20 lipca 2012

Streszczenie - Stephen Biddle "Military Power: Explaining Victory and Defeat in Modern Battle"

Proporcje sił w konflikcie klasycznym

Natrafiłem na tę książkę gdy poszukiwałem informacji na temat proporcji sił niezbędnych dla obrońcy by powstrzymać agresora. Słyszałem o proporcji 3:1, ale nie byłem pewien czy jest ona wystarczająca do obrony czy do ataku, nie wiedziałem czy jest mądrością ludową czy może powstała lub chociaż została zweryfikowana naukowo, czy dotyczy sytuacji taktycznych, czy teatru działań, a w końcu pobieżna analiza konfliktów zbrojnych ostatnich 50 lat i II Wojny Światowej wskazywała mi, że zwycięzca, na poziomie teatru działań, prawie nigdy takiej przewagi nie posiadał.

Z recenzji jakie przeczytałem wynikało, że to najnowsza, kompleksowa i bardzo pozytywnie oceniana przez ekspertów i szerokie kręgi odbiorców pozycja.

Przede wszystkim dowiedziałem się, że temat który książka porusza jest zasadniczym elementem nauki o politycznych stosunkach międzynarodowych[s.2]. Politycy oczekują od doradców odpowiedzi na pytania: czy pokonamy przeciwnika, w co należy więcej inwestować by go pokonać: w ilość czy jakość, obronę czy atak, technologię czy szkolenie. Ale do podjęcia rozsądnych decyzji potrzebują klarownych zależności, a tych dotychczas brakowało[s. 19].

Oczywistym jest że o wyniku bitwy, operacji czy wojny decydują nie tylko czynniki materialne (ilościowe i jakościowe) ale również niematerialne. To podobno pierwsza książka, gdzie zostało opisane jak oba w/w rodzaje czynników wpływają na wynik starcia[s. ix]. Jej analiza dotyczy średnio i bardzo intensywnych konfliktów lądowych (w tym w konfliktach o małej proporcji sił do terenu, poniżej dywizji na 30 km), a trzema głównymi kryteriami osiągnięcia sukcesu są [s.6]:
  • zniszczenie wrogich wojsk przy jak najmniejszych własnych stratach
  • zajęcie i utrzymanie terytorium
  • czas niezbędny do realizacji
Książka opisuje teorię wyjaśniającą w/w czynniki konfliktu i interakcje między nimi. Autor skupił się na konfliktach "klasycznych" jako najkosztowniejszych oraz ponieważ są one głównym celem istnienia sił zbrojnych. Konflikty takie wcale nie przestały istnieć. Politycznie, bo choć dzisiejsze wojny nie są prowadzone by zajmować terytoria, są prowadzone by zmieniać władzę. Historycznie, bo np. pierwszy okres wojny w Afganistanie (do marca 2002, włącznie z Operacją Anakonda), czyli gdy Sojusz Północny bił się z talibami też jest takiego rodzaju konfliktem.

Nowoczesne użycie siły

Zdaniem autora, od 1900 roku ten sam czynnik decyduje o wyniku. Jest nim sposób użycia siły (pozostałe, ważne, ale o mniejszym znaczeniu to przewaga ilościowa i technologiczna). W związku z rosnącą śmiertelnością broni konieczne wtedy stało się zmniejszenie ekspozycji własnych sił na ogień przeciwnika, poprzez:
  • na poziomie taktycznym:
    • ukrycie,
    • osłonę (np. terenową),
    • rozproszenie, 
    • samodzielne manewry małych jednostek (w tym utrzymanie szyku i atak bezpośrednio z marszu do 20 km [s. 141]), 
    • przygniatający chwilowy ogień (nie musi ograniczać zdolności manewru przeciwnika, musi ograniczać znacząco możliwość prowadzenia ognia, podobno wymaga 10 razy mniej pocisków artyleryjskich niż ogień niszczący [s.37]), 
    • integracja rodzajów wojsk, 
    a w obronie dodatkowo:
    • ruchliwość, 
    • możliwość prowadzenia krzyżowego ognia [s.44], 
    • zdolność do kontrataku [s. 105], 
    • rozpoznanie ataku [s.138];
  • na poziomie operacyjnym:
    • miejscową koncentrację (ale nie można z nią przesadzić, by nie ograniczyć zdolności manewru połączonych jednostek [s.121]),
    • głębokość przygotowanej obrony (nawet o małej gęstości obrońców, gdyż nawet mała grupa obrońców przy śmiertelności obecnych broni, mając krzyżowe pole ostrzału, znacząco opóźnia przeciwnika, a czym dalej jest on od linii startu tym bardziej działa niezgodnie z planem - to opóźnianie by przygotować kontratak jest kluczem do obrony na poziomie operacyjnym [s. 60]), 
    • wielkość rezerwy, 
    • zdolność do kontrataku [s. 46-8],
    • zaskoczenie i podstęp [s. 64].
Zrealizowanie nowoczesnej obrony oznacza na poziomie operacyjnym dużo głębię działania (70-120 km na dywizję, 150 km na teatrze działań) i min. 40% udział rezerwy. Na poziomie taktycznym wymaga zakamuflowanych (w tym przed rozpoznaniem powietrznym) i dobrze atakiem powierzchniowym miejsc obrony (choć chyba można by też użyć rozproszenia utrudniającego znalezienie jednostek z powietrza), nieregularnie rozmieszczonych, z przeszkodami (rowy, nasypy, ukryte pola minowe, etc.) z ich osłoną przed działaniem saperów. [s. 137] Ukrycie, osłona, rozproszenie będą wymagały opuszczania dróg i do tego musi być przygotowany sprzęt. W obronie należy nie walczyć do upadłego o swoją pozycję, ale walczyć wystarczająco długo by chwilowo zatrzymać przeciwnika, skierować na niego ogień i wycofać się.[s.45]

Kto wcieli w życie w/w zasady nowoczesnej sztuki wojennej (ang. modern warfare) zminimalizuje szansę zostania pokonanym, nawet przez nowoczesne środki bojowe. Komu się to nie uda - zostanie rozbity w puch.

Dlaczego tak trudno ją wdrożyć

Realizacja w/w zasad nie jest łatwa i wymaga bolesnych decyzji politycznych i społecznych [s. 3]. Do politycznych należy przede wszystkim gotowość do oddania terenu by odzyskać go w kontrataku, szczególnie że armia przygotowująca się do kontrataku musi mieć doktrynę ofensywną (co również jest politycznie niepoprawne, tak polityce wewnętrznej, jak i w stosunkach międzynarodowych). Samodzielne manewry małych jednostek i połączone rodzaje wojsk na poziomie taktycznym wymagają bardzo wysokiej inicjatywy od oficerów niższych szczebli, co może prowadzić do wojskowych puczy (lub przynajmniej wpływu wojska na politykę). Może być również nieakceptowalne ze względu na konflikty narodowościowe, rasowe czy religijne wśród żołnierzy.

Ale przede wszystkim zastosowanie w/w wymaga długiego szkolenia. Żołnierze muszą być silnie umotywowani osobiście, bo rozproszonych nie wzmocni poczucie grupy. Oficerowie muszą skoordynować działania różnych rodzajów wojsk. Artyleria musi bardzo szybko uruchamiać i przerywać ogień, kierujący ogniem muszą go właściwie naprowadzać. Małe pododdziały muszą umieć używać terenu. A wszystko to musi razem działać pomimo niespodzianek przyszykowanych przez przeciwnika.[s. 38]. W obronie ze względu na głębokość i rezerwy pierwsza linia jest słaba, narażona na izolację, co wpływa bardzo źle na morale, a wykonanie manewru oderwania w trakcie walki jest jednym z trudniejszych (gdyż w nowoczesnej wojnie najniebezpieczniejsze jest wyjście z ukrycia). Ze względu na kontratak konieczne jest bardzo szybkie i sprawne planowanie i jego logistyczne przygotowanie. [s.48]. Aby wyszkolić żołnierzy w nowoczesnej sztuce wojennej wymagany jest czas - dużo czasu. A jego nie oferuje krótkie szkolenie poborowych (zauważmy, że w Izraelu szkolenie poborowych trwa 3 lata). Konieczne jest promowanie najlepszych - o promocji nie może decydować poparcie polityczne czy zgodność z poglądami przełożonych, a biegłość w sztuce wojennej, samodzielność (która często występuje wraz z konfliktowością). Na końcu pojawia się jeszcze problem środków finansowych - wydanych na szkolenie nie widać tak dobrze jak na nowy sprzęt, nie dają one również pracy wyborcom.[s.50] I wcale nie jest łatwo sprawdzić w czasie P czy udało się osiągnąć właściwy poziom wyszkolenia.

Siły powietrzne

Bardzo ważnym obszarem jest osłona przed obserwacją i atakiem z powietrza. Ekspozycję na rozpoznanie powietrzne ograniczają:
  • Warunki meteorologiczne. Mgła ogranicza rozpoznanie w podczerwieni i zasięg laserów, deszcz zmniejsza skuteczność radarów milimetrowych. W Europie można się spodziewać ograniczenia przez nie skuteczności wykrycia o 80-100% przez 40% czasu (np. w Kosowie przez 70% wojny ponad połowa terenu operacji pokryta była chmurami). 
  • Budynki i lasy uniemożliwiają wykrycie obiektów z większej odległości współczesnymi środkami technicznymi, w tych miejscach pozostają do użycia jednostki specjalne i niewymagające obsługi czujniki naziemne - chyba autor się myli uważając je za zbyt drogie do zastosowania w bliskiej przyszłości. [s. 55] Polska jest pokryta lasami w 30%, a tereny zurbanizowane stanowią ponad 3%.
  • Jak dobrze się kamuflować przed atakiem powietrznym pokazała Serbia, nie źle też spisała się w tej dziedzinie Al Qaida. Dobrze zakamuflowane obiekty są wykrywane dopiero w chwili strzału.
  • Obserwacja powietrzna rzadko dostępna jest ciągle, na ogół tylko chwilowo. Nawet w Iraku w 1991 roku irackie siły były w stanie przegrupowywać się bez większych strat, pomimo szczególnie niepodatnego na ukrycie terenu i warunków meteo oraz całkowitej supremacji powietrznej koalicji.
Choć dziś ukrycie przed wykryciem z powietrza wymaga większego wysiłku niż 100 lat temu nadal jest możliwe. Szczególnie dotyczy to wielkości obszaru na którym trzeba stosować ukrywanie - kiedyś było to kilka km od linii frontu, dziś jest to właściwie całe terytorium kraju. W efekcie supremacja powietrzna bezwzględnie zwiększa szansę na powodzenie operacji, ale wymaga dużo czasu (np. Serbia 20-30% w 78 dni przy jednych z najlepszych siłach powietrznych wykonujących ataki, Irackie dywizje gwardii republikańskiej w 1991 r.) [s. 68, 264, 142] To na co siły powietrzne mają szczególny wpływ to infrastruktura i system dowodzenia - na ich zniszczenie związki taktyczne muszą być odporne, co oznacza dużą samodzielność decyzyjną i w zakresie inżynieryjnym, szczególnie że wsparcie inżynieryjne niezbędne jest również do szybkiego ukrycia i wzmocnienia ochrony (rowy, zadymianie, okopywanie, budowle polowe, maskowanie, etc.) [137-8] Fakt, że wykorzystanie sił powietrznych wymaga dużo czasu potwierdzają ostatnie operacje w Libii, czy doktryna wojny powietrzno-morskiej [PZ 43/2011, s. 49]. Ale w stosunkowo krótkim czasie Siły Powietrzne są w stanie znaczącą zmniejszyć zdolność dowodzenia siłami lądowymi, jak w Iraku.


Model matematyczny

Zdaniem autora w przypadku konfliktu między krajami stosującymi nowoczesną sztukę wojenną będzie on potencjalnie długotrwały, rezerwy obrońcy będą przemieszczały się z niewysoką prędkością (ze względu na działanie lotnictwa będą zmuszone do przemieszczania się w małych grupach, przez małe drogi na terenach zalesionych lub zurbanizowanych, wykorzystując złą pogodę), technologia sprzętu będzie miała małe znaczenie, a przewaga ilościowa nie będzie miała wpływu do poziomu 2:1 na poziomie teatru działań. Nawet niezrealizowanie jednego z zadań służących redukcji ekspozycji lub odpowiedniej wielkości rezerw powoduje porażkę obrońcy. [s. 73-6].

Autor w książce opisał pełny, choć jak sam przyznaje uproszczony, model matematyczny opisujący jego teorię. Jego celem jest raczej zilustrowanie powiązań niż podanie dokładnych danych. Model jest na tyle prosty, że przeniosłem go do arkusza kalkulacyjnegoa. Stałe zostały dobrane przez autora na bazie przypuszczeń [s. 236], ale sprawdziły się w kilku badanych operacjach wojennych XX wieku. Żeby było jasne - autor nie zakłada frontu ciągłego, choć zakłada że obrońców jest wystarczająco dużo by zbierać dane o ruchach przeciwnika. Kilka zmiennych wymaga moim zdaniem komentarza:
  • Prędkość szturmu jest zmienną, która de facto opisuje taktykę atakującego - czy posuwa się do przodu ostrożnie czy szybko. W przypadku walki z nowoczesną obroną szybko oznacza z wielkimi stratami, ostrożnie zaś oznacza wolno - teoretycznie czym wolniej tym większy sukces się osiąga (militarnie), ale powoduje to wielkie komplikacje polityczne: nacisk społeczności międzynarodowej rośnie, własne społeczeństwo odnosi wrażenie, że atak w ogóle nie posuwa się do przodu i jest przeciwne kontynuacji.
  • Teoretycznie atakujący będzie próbował dokonać przełamania w pasie o szerokości wynoszącej dwukrotność zasięgu ognia obrońcy, powiększoną o 25-50% rezerwę na cofnięcie własnych wojsk ubezpieczających korytarz.[s.96] W praktyce szerokość ta jest często mniejsza (np. w czasie Pustynnej Burzy 6 km, był to pas przełamania koniecznego do zapewnienia zaopatrzenia jednostkom omijającym pierwszą linię irackiej obrony lewym hakiem). Czym mniejsza tym lepszy wynik się osiąga, ale kosztem narażenia własnej logistyki (szczególnie jeśli przełamanie zajmuje dużo czasu). Przesadzając ze zwężeniem można dojść do sytuacji gdy ze względu na brak miejsca nie będzie można użyć na raz przygotowanych do szturmu wojsk, będą musiały przychodzić falami co nie zwiększa ich możliwości wykonania szturmu (choć zwiększa możliwość wykorzystania przełamania) i kończy się porażką taką jak w operacji Goodwood (1944, 900 czołgów na obszarze o szerokości 3 km [s. 112]) czy na wzgórzach Golan w 1973 roku (900 czołgów na obszarze o szerokości 26 km).
  • Z kolei świadomy obrońca będzie starał się powiększyć maksymalnie głębokość urzutowania obrony. Autor mówi jednak że stworzenie w praktyce obrony o głębokości ponad 50 km jest niemożliwe [s. 226], choć w innym miejscu mówi o głębokości 150 km głębi obronnej wojsk sprzymierzonych w czasie Pustynnej Burzy [s. 150]. W każdym razie na pewno istnieje praktyczne ograniczenie głębokości. 
Co do wpływu pozostałych zmiennych autor prezentuje w książce wiele wykresów pokazujących zależności - czytelnikom niniejszego streszczenia proponuję zabawę parametrami Excela by samemu zrozumieć zależności.

Wpływ technologii

Autor wprowadza pojęcia systemowej (ang. systemic) i dwustronnej (ang. dyadic) teorii wpływu technologii na działania bojowe. Systemowa teoria mówi że w danej chwili przewagę ma obrona lub atak (np. czasy do 1917 r. i królowania ckm to czas defensywy, do 1973 r. królowanie czołgów i ofensywy). Miała ogromny wpływ na politykę (np. Traktat CFE, uderzenia wyprzedzające). Dwustronna dotyczy porównywania możliwości technologicznych konkretnych przeciwników (np. współczesna amerykańska koncepcja przewagi technologicznej). Próbą jej ilościowego opisu jest teoria Lanchestera. [s.15-16]

Wprowadzona zostaje również definicja luki systemowej jako różnicę między średnim rokiem wprowadzenia do służby samolotów bojowych oraz czołgów, a dla każdej z tych grup ważonych ilością egzemplarzy danego modelu [s. 24]. Jednak jak autor pokazuje, przewaga technologiczna, teorie ilościowe czy jakościowe nie dają wyjaśnienia wyników wojen, ani nawet statystycznie istotnych z wynikami wojen powiązań. Nie znaczy to że nie są istotne. Są i to bardzo, ale nie same, a wraz ze sposobem użycia siły. I choć autor skupia się na poziomie taktycznym i operacyjnym wojny, to nie chce obniżać wagi pozostałych poziomów: wielkiego strategicznego (sojuszy, zasobów, kierunków rozwoju kraju, etc.), strategii wojskowej, administracji, koordynacji wojsko-politycznej. Po prostu ich wynikiem będą ilość i techniczne możliwości danej armii [s.26-7]

Różnice technologiczne wpłynęły oczywiście bardzo na wojny. Np. zwiększenie manewrowości wojsk, choć miało minimalny wpływ na tempo przebijania się przez obronę, to bardzo zwiększyło premię za przebicie i jej głębokie wykorzystanie, zwiększając istotność głębokości obrony, nawet za cenę oddania terytorium. Pojawiła się również możliwość niszczenia infrastruktury i punktów dowodzenia przeciwnika bez przełamania (samoloty, rakiety dalekiego zasięgu), ale raczej obniżają one prędkość i jakość działania przeciwnika, niż bezpośrednio wygrywają wojny. [s. 60-2] Różnice technologiczne mają też kluczowe znaczenie dla konfliktów w powietrzu i na morzu, ze względu na brak możliwości ukrycia z wykorzystaniem terenu [s. 269].

Wpływ technologii w sposób opisany przez autora wzbudził moje największe wątpliwości. Widać, że autor chciałby łatwo kilkoma liczbami i związkami między nimi opisać zależności między technologiami używanymi przez całe armie. Choć ma rację, że od samej technologii ważniejsze jest właściwe jej użycie, nie ma wątpliwości, że może ją właściwie użyć tylko ta strona, która nią dysponuje. Odnosząc się do przykładów w książce - niezwykle rozbudowana wiedza amerykanów o położeniu wojsk irackich w 1991 r. (szacowana przez autora na 90%) nie byłaby możliwa 50 lat wcześniej, niezależnie od stopnia realizacji nowoczesnej sztuki wojennej. Autor twierdzi również, że współczesna broń jest na tyle skuteczna, że nie ukrywając się przez atakiem obiekt jest prawie pewny zniszczenia. Mam wątpliwości czy teza ta jest prawdziwa, w przypadku różnicy generacyjnej, np. czytając o próbach zniszczenia M1 przy pomocy RPG.

Odpowiedź

A co z poszukiwaniem odpowiedzi na moje główne pytanie - o proporcje ilościowe. Jeśli obie strony użyją opisanej wyżej nowoczesnej sztuki wojennej we właściwy sposób, proporcje ilościowe będą kluczowe dla głębokości penetracji atakującego. Czym mniejsza przewaga ilościowa atakującego, tym mniejsza głębia obrony jest niezbędna i mniej terytorium zostanie oddane przed powstrzymaniem przeciwnika. Czym większa tym agresywniej trzeba stosować nowoczesną sztukę wojenną [s.71]. W tym kontekście priorytety dla decydentów wydają się jasne:
  1. Jakość (wyszkolenie, morale)
  2. Ilość (żołnierzy i sprzętu zaangażowanych bezpośrednio w walkę)
  3. Technologia (utrzymanie tej samej generacji sprzętu co przeciwnik)
Do kiedy ta koncepcja pozostanie aktualna ? Zdaniem autora, do momentu kiedy ktoś będzie w stanie pokonać każdy rodzaj ukrycia. Gdy autor pisał książkę (około 10 lat temu) wydawało się to nie możliwe, ale może za 25 lat ? [s. 72]

W tym wszystkim najbardziej dla mnie zaskakujący jest brak jakichkolwiek odwołań w polskiej prasie, publikacjach, publicznie dostępnych analizach do tej pozycji. Przynajmniej wg google. O ile jestem w stanie zrozumieć media prywatne - wnioski nie są najlepsze dla reklamodawców, o tyle brak w czasopismach Redakcji Wojskowej MON jest zaskakujący.